Kilka dni temu pisaliśmy o problemie dzików w Warszawie.
Pytaliśmy wtedy Urszulę Zielińską: Skoro odstrzał jest „absolutną ostatecznością”, to co jest rozwiązaniem przedostatnim? Zabezpieczenie śmietników? Płoszenie? Więcej zespołów interwencyjnych? Kolejny program? Kolejna ekspertyza? Kolejny zespół?
Pytaliśmy konkretnie: CO Z DZIKAMI, KTÓRE JUŻ SĄ W WARSZAWIE?
Minęło kilka dni. Odpowiedzi nie dostaliśmy. Za to odpowiedziała rzeczywistość. I mamy nowe liczby.
Do 31 lipca 2026 roku Lasy Miejskie – Warszawa odnotowały 14 434 zgłoszenia dotyczące obecności dzików. Dla porównania: 2023 – 4713 zgłoszeń. 2024 – 5128. 2025 – 8804. A przez pierwszych siedem miesięcy 2026 roku – 14 434. To o około 64 procent więcej niż w całym 2025 roku.
Do tego 159 ataków na ludzi tylko do końca lipca 2026 roku.
To już nie jest dyskusja o tym, kto bardziej lubi dziki. To jest realny problem dużego europejskiego miasta. I ktoś wreszcie musiał podjąć decyzję.
🏛️ SEJMIK POWIEDZIAŁ: BEZPIECZEŃSTWO MIESZKAŃCÓW JEST NAJWAŻNIEJSZE
Na wniosek władz Warszawy Sejmik Województwa Mazowieckiego przyjął uchwałę umożliwiającą ograniczanie populacji dzików w przypadkach, kiedy konkretne osobniki stwarzają nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka.
I od razu wyjaśnijmy jedną rzecz: to nie jest zgoda na dowolne zabijanie dzików.
Każda interwencja ma wymagać uzasadnienia i protokołu. Warszawa będzie zobowiązana do kwartalnego raportowania działań. Uchwała ma obowiązywać dwa lata. Dopuszczone metody to odstrzał redukcyjny oraz odłów z uśmierceniem.
Czyli ktoś spojrzał na liczby, ocenił ryzyko i powiedział: trzeba działać.
Można dyskutować o tej decyzji. Można kontrolować jej wykonanie. Można pytać o skalę redukcji. Można sprawdzać jej efekty. Ale jedno jest pewne: ktoś bierze odpowiedzialność za podjęcie decyzji.
I wtedy odezwali się Zieloni i środowiska sprzeciwiające się redukcji. Bo przecież… „zabijanie nie rozwiązuje problemu”.
Dobrze. To zapytajmy drugi raz: CO GO ROZWIĄZUJE? Nie za pięć lat. Nie po zakończeniu programu. Nie po przygotowaniu rekomendacji. Dzisiaj.
Bo 14 434 zgłoszenia już były. 159 ataków już było. A dziki, niestety, nie zawiesiły rozmnażania do czasu zakończenia konsultacji.
👤 I WTEDY POJAWIA SIĘ MIKOŁAJ DOROŻAŁA
Były wiceminister odpowiedzialny m.in. za sprawy przyrody znalazł winnego: myśliwych.
Według niego problem dzików w miastach jest m.in. skutkiem wieloletnich polowań prowadzonych na terenach wiejskich i leśnych. Co więcej, zarzuca Polskiemu Związkowi Łowieckiemu niewypełnianie obowiązków regulacyjnych na terenach miejskich.
I tutaj mamy pewien problem. Nie z dzikami. Z pamięcią.
Panie były Ministrze… Jeszcze niedawno zajmował się Pan właśnie tym obszarem. Powinien Pan więc pamiętać, że pojawienie się dzika między blokami nie powoduje automatycznie, że odpowiedzialność za niego przejmuje PZŁ.
Tereny zurbanizowane niewchodzące w skład obwodów łowieckich nie są miejscem, gdzie koło łowieckie prowadzi zwykłą gospodarkę łowiecką na podstawie rocznego planu.
Myśliwi mogą wykonywać zarządzoną redukcję. Mogą być wykonawcami decyzji. Ale wykonawca decyzji nie staje się przez to organem odpowiedzialnym za politykę miasta wobec dzikiej zwierzyny.
Dymisja kończy pełnienie funkcji. Nie powinna kasować wiedzy zdobytej podczas jej pełnienia.
Ale zostawmy byłego ministra. Bo ministrowie i wiceministrowie przychodzą i odchodzą. Ministerstwo zostaje.
🏢 MINISTERSTWO MÓWI O „ROZWIĄZANIACH SYSTEMOWYCH”
Urszula Zielińska 15 września w RMF FM mówiła, że odstrzał powinien być rozwiązaniem „absolutnie ostatecznym”. Najpierw zarządzanie odpadami. Zabezpieczenie śmietników. Więcej zespołów interwencyjnych.
Zgoda. Róbmy to wszystko.
Tylko ponownie pytamy: CO Z DZIKAMI, KTÓRE JUŻ SĄ W WARSZAWIE?
Zamknięty śmietnik może ograniczyć dostęp do pokarmu. Ale nie redukuje istniejącej populacji.
Zespół interwencyjny może interweniować. Ale nie zmniejsza liczby dzików samym faktem swojego istnienia.
Płoszenie? Przenosi zwierzę w inne miejsce.
Relokacja? Ograniczają ją przepisy związane z ASF, na co wskazuje również samorząd województwa.
I dlatego wracamy do pytania, które zadaliśmy kilka dni temu. Tym razem nie jednej osobie, a MINISTERSTWU KLIMATU I ŚRODOWISKA:
❓ SKORO ODSTRZAŁ JEST OSTATECZNOŚCIĄ, TO CO JEST ROZWIĄZANIEM PRZEDOSTATNIM?
Konkretnie. Jak się nazywa? Ile dzików obejmie? O ile zmniejszy populację? Ile będzie kosztowało? Kiedy zobaczymy efekt? I kto weźmie odpowiedzialność, jeżeli nie zadziała?
Bo właśnie tutaj zaczyna być widoczna zasadnicza różnica pomiędzy protestowaniem przeciwko rozwiązaniu a odpowiedzialnością za rozwiązanie problemu.
Łatwo powiedzieć: nie strzelać. Łatwo napisać: „zabijanie nie rozwiązuje problemu”. Łatwo powiedzieć: potrzebujemy rozwiązań systemowych.
Znacznie trudniej stanąć przed mieszkańcami i powiedzieć: to jest nasza metoda, tyle będzie kosztowała, taki będzie jej efekt i bierzemy za niego odpowiedzialność.
Sejmik taką decyzję podjął. Co więcej, zrobił to na wniosek władz Warszawy.
Nie oznacza to, że decyzja jest poza dyskusją. Przeciwnie. Teraz można ją oceniać po efektach.
I dokładnie tego samego oczekujemy od Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Nie kolejnego sprzeciwu. Nie kolejnego hasła. Alternatywy.
⚖️ BO ZACZYNA ROBIĆ SIĘ TŁOCZNO PRZY ODPOWIEDZIALNOŚCI
Dorożała wskazuje myśliwych. Zielińska mówi o „rozwiązaniach systemowych” i odstrzale jako absolutnej ostateczności. Organizacje społeczne protestują przeciwko redukcji.
A Ministerstwo Klimatu i Środowiska? Na nasze podstawowe pytanie: co zrobić z dzikami, które już są w Warszawie? – milczy.
Tymczasem Warszawa liczy zgłoszenia. Liczy interwencje. Liczy ataki. Mieszkańcy spotykają dziki między blokami. A Sejmik podejmuje decyzję.
I być może właśnie tutaj najlepiej widać różnicę pomiędzy mówieniem o problemie a odpowiedzialnością za jego rozwiązanie. Jedni mogą mówić, czego robić nie chcą. Ktoś inny musi zdecydować, co zrobić.
🐾 A DZIKI?
Dziki robią dokładnie to samo, co robiły wcześniej. Żyją. Żerują. Rozmnażają się. Przemieszczają się między lasami, osiedlami i ulicami.
Nie wiedzą, kto właśnie odszedł z ministerstwa. Nie wiedzą, kto do niego przyszedł. Nie interesuje ich podział kompetencji między ministrów i wiceministrów. Nie czytają Facebooka. Nie oglądają konferencji prasowych. Nie wiedzą, że odstrzał został uznany za „absolutną ostateczność”. I przede wszystkim: nie wiedzą, że mają poczekać na „rozwiązanie systemowe”.
Dlatego ta historia jest czymś więcej niż sporem o dziki. Pokazuje różnicę pomiędzy mówieniem, czego robić nie chcemy, a odpowiedzialnością za powiedzenie, co zrobimy.
Można krytykować decyzję Sejmiku. Ale wtedy trzeba przedstawić alternatywę i odpowiedzieć na cztery pytania:
1. Ile dzików może bezpiecznie żyć w Warszawie?
2. Jaką metodą osiągniemy tę liczebność?
3. Kiedy zobaczymy efekt?
4. Kto bierze odpowiedzialność, jeżeli metoda zawiedzie?
Bo ostatecznie o skuteczności zarządzania dziką zwierzyną nie zdecyduje liczba konferencji, programów ani wpisów w mediach społecznościowych. Zdecyduje efekt.
I być może właśnie tutaj najlepiej widać różnicę pomiędzy politycznym hasłem a zarządzaniem realnym problemem. Jedno musi dobrze wyglądać na grafice. Drugie musi zadziałać na ulicach Warszawy.
Nazwiska w ministerstwie mogą się zmieniać. Ministrowie mogą odchodzić. Mogą przychodzić następni. Problem nie znika wraz ze zmianą tabliczki na drzwiach gabinetu.
A za kilka miesięcy będziemy mogli ponownie sprawdzić liczby. Tak samo jak sprawdzamy je dzisiaj.
Bo dziki nie poczekają na resort.
Darzbór 🌿
