700 metrów od wiatraka. 150 metrów przy polowaniu. I badania myśliwych, które mają zapewnić bezpieczeństwo?⁉️

To jedne ze sztandarowych haseł projektu „Zmieńmy Prawo Łowieckie”.
Medialnie brzmią bardzo dobrze. Pytanie brzmi jednak: czy mają poparcie w danych?❓❓❓
Prześledźmy genezę tej dyskusji.
12 kwietnia 2023 roku odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa poświęcone funkcjonowaniu Prawa łowieckiego.
Warto do niego wrócić. Zwłaszcza dziś, gdy ponownie słyszymy postulaty zaostrzenia przepisów dotyczących badań lekarskich i psychologicznych myśliwych.
Podczas posiedzenia Pani koleżanka, posłanka Urszula Zielińska zwróciła uwagę na zapis Prawa łowieckiego zakazujący strzelania do zwierzyny w odległości mniejszej niż 150 m od zabudowań mieszkalnych.
Zestawiła go z ówczesną dyskusją dotyczącą 700 m minimalnej odległości wiatraków od zabudowań.
Dla porządku: 700 m nie było pomysłem środowisk ekologicznych. Pierwotnie procedowane rozwiązanie przewidywało 500 m, natomiast poprawkę zwiększającą tę odległość do 700 m zgłosił poseł Marek Suski z PiS.
Ale dla naszej historii ważniejsze jest coś innego.
Urszula Zielińska pytała, czy 150 m jest odległością właściwą i bezpieczną, szczególnie — jak sama powiedziała — „w kontekście potencjalnego zamiaru zniesienia obowiązku cyklicznych badań” myśliwych.
I właśnie podczas tego samego posiedzenia Komisji przedstawiono dane, do których dzisiaj warto wrócić.
Nie opinię.
Nie nagłówki prasowe.
Nie wpisy w mediach społecznościowych.
Akta prawomocnie zakończonych spraw.
Miłosz Kościelniak-Marszał, autor wydanej w 2026 roku książki „Postrzelenia na polowaniach. Teoria, praktyka i orzecznictwo”, przedstawił wyniki kwerendy akt postępowań dyscyplinarnych.
Analiza obejmowała lata 2014–2021 i 21 przypadków postrzeleń podczas polowań dokonanych przez polskich myśliwych.
Co z niej wynikało?
• W żadnym z analizowanych zdarzeń stan zdrowia sprawcy nie miał znaczenia dla zaistnienia wypadku.
• W żadnym przypadku nie stwierdzono spożycia alkoholu przez sprawcę.
A wiek?
Spośród 21 sprawców:
· do 25 lat — 0
· 25–35 lat — 2
· 35–50 lat — 6
· 50–70 lat — 12
· powyżej 70 lat — 1
I właśnie ten jeden przypadek dotyczący osoby po siedemdziesiątce miał być zdarzeniem bez skutków.
Czy to dowodzi, że badania lekarskie są niepotrzebne?
Nie.
Czy dowodzi, że wiek albo stan zdrowia nigdy nie mogą mieć wpływu na bezpieczeństwo?
Również nie.
Pokazuje natomiast coś znacznie ważniejszego:
jeżeli chcemy zapobiegać wypadkom, najpierw musimy uczciwie ustalić, co rzeczywiście je powoduje.
I właśnie temu poświęcona jest książka Kościelniaka-Marszała.
Autor analizuje problem znacznie szerzej: balistykę, optykę, warunki terenowe, ludzką percepcję, identyfikację celu, decyzję o oddaniu strzału, organizację polowania oraz błędy w posługiwaniu się bronią.
Szczególnie interesujące jest rozróżnienie między strzałem do nierozpoznanego celu a błędnym rozpoznaniem celu.
Bo to nie jest to samo.
Jeżeli ktoś nie wie, do czego strzela, mamy jeden rodzaj naruszenia zasad bezpieczeństwa.
Jeżeli natomiast obserwuje obiekt, dokonuje jego identyfikacji — ale robi to błędnie — wchodzimy w znacznie bardziej skomplikowany problem percepcji, warunków obserwacji, optyki i procesu podejmowania decyzji.
I właśnie takich przyczyn trzeba szukać, jeżeli naprawdę chcemy ograniczać liczbę wypadków.
I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania.
Na posiedzeniu Komisji obecni byli nie tylko przedstawiciele PZŁ i administracji państwowej.
Byli tam również m.in. posłowie Urszula Zielińska, Klaudia Jachira i Katarzyna Piekarska, a także przedstawiciele organizacji ekologicznych — Radosław Ślusarczyk i Sylwia Szczutkowska z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Dyskutowano o zmianach Prawa łowieckiego.
Padło pytanie o bezpieczeństwo.
Padł temat okresowych badań myśliwych.
I przedstawiono analizę akt konkretnych, prawomocnie zakończonych spraw dotyczących postrzeleń.
W tym miejscu szczególnej uwagi wymaga rola Urszuli Zielińskiej.
W 2023 roku uczestniczyła w tej dyskusji jako posłanka Koalicji Obywatelskiej i jedna z czołowych przedstawicielek Partii Zieloni. Dziś znajduje się w kierownictwie resortu odpowiedzialnego za klimat i środowisko.
To zasadnicza różnica.
Nie mówimy już wyłącznie o polityku przedstawiającym postulaty swojego środowiska. Mówimy o osobie współodpowiedzialnej za kształtowanie prawa dotyczącego polskiego łowiectwa.
A wraz z funkcją rośnie odpowiedzialność za przedstawiane argumenty.
Urszula Zielińska już w 2023 roku łączyła kwestię bezpieczeństwa podczas polowań
z okresowymi badaniami myśliwych.
Podczas tego samego posiedzenia, w obecności uczestników tej debaty, przedstawiono jednak analizę 21 prawomocnie zakończonych spraw dotyczących postrzeleń, w której stan zdrowia sprawcy nie miał znaczenia dla powstania żadnego z analizowanych zdarzeń.
Dlatego dzisiaj mamy prawo zapytać:
Na jakich aktualnych danych Urszula Zielińska opiera swoje stanowisko?
Czy od 2023 roku pojawiły się nowe, rzetelne analizy wykazujące związek pomiędzy stanem zdrowia myśliwych a wypadkami podczas polowań?
Jeżeli tak — pokażmy je.
Porównajmy metodologię, dane i wnioski. Rozmawiajmy o faktach.
Jeżeli takich badań nie ma, pojawia się pytanie znacznie poważniejsze.
Czy prawo dotyczące kilkuset tysięcy obywateli ma być tworzone na podstawie analizy rzeczywistych przyczyn problemu, czy na podstawie politycznie atrakcyjnych haseł?
I wreszcie pytanie najbardziej niewygodne:
o czyj interes w tej sprawie dba Urszula Zielińska?
Jeżeli o bezpieczeństwo publiczne — pokażmy dane wskazujące, że proponowane rozwiązania rzeczywiście bezpieczeństwo zwiększą.
Jeżeli reprezentuje przede wszystkim stanowisko własnego środowiska politycznego — również warto powiedzieć to otwarcie.
Bo od posła, a tym bardziej od osoby znajdującej się w kierownictwie ministerstwa, mamy prawo oczekiwać czegoś więcej niż dobrze brzmiących haseł.
Mamy prawo oczekiwać merytorycznego prawa opartego na faktach, danych i analizie rzeczywistych przyczyn problemu.
Można postulować zmianę Prawa łowieckiego.
Można postulować badania okresowe.
Można nawet uważać, że powinny być obowiązkowe.
Ale jeżeli uzasadnieniem ich wprowadzenia ma być zapobieganie wypadkom, trzeba najpierw wykazać, że proponowane rozwiązanie rzeczywiście oddziałuje na przyczyny tych wypadków.
Bo prawo nie powinno powstawać według zasady:
„mamy rozwiązanie — teraz znajdźmy dla niego problem”.
Powinno być dokładnie odwrotnie.
· Najpierw ustalamy problem.
· Potem jego przyczyny.
· Analizujemy dane.
· A dopiero na końcu dobieramy rozwiązanie.
I właśnie dlatego analiza przedstawiona przed sejmową Komisją stawia dziś bardzo niewygodne pytanie:
Czy próbujemy usunąć rzeczywistą przyczynę problemu — czy wprowadzamy rozwiązanie, które przede wszystkim dobrze brzmi? ❓❓❓🙄