Brzmi efektownie.
Rok 1995 robi swoje. Ponad trzydzieści lat. Inna epoka. Można odnieść wrażenie, że Prawo łowieckie od tamtej pory leży na zakurzonej półce i czeka, aż ktoś wreszcie je unowocześni.
Tyle że Prawo łowieckie nie jest dzisiaj ustawą w takim kształcie, w jakim uchwalono ją w 1995 roku. Oficjalna baza ELI Sejmu wykazuje 47 aktów zmieniających Prawo łowieckie. Ustawa była wielokrotnie nowelizowana, ogłaszano kolejne teksty jednolite, ostatni w 2025 roku.
Można więc dyskutować o kolejnych zmianach. Ale argument „to przepisy z 1995 roku” sam w sobie nie mówi absolutnie nic o ich jakości. Stare nie oznacza złe. Nowe nie oznacza lepsze.
Sprawdźmy więc trzy przykłady tej zapowiadanej „gruntownej reformy”.
1. ALKOHOL. NA POLOWANIACH NAPRAWDĘ LEJE SIĘ STRUMIENIAMI?
Na grafice czytamy: „Kary za polowanie pod wpływem alkoholu”. Bardzo mocne hasło. I bardzo sugestywne.
Przeciętny odbiorca może z niego wyciągnąć prosty wniosek: obecne prawo ma poważną lukę, myśliwi polują po alkoholu, państwo sobie z tym nie radzi, więc dopiero nowa ustawa zrobi z tym porządek.
Tyle że polowanie pod wpływem alkoholu już dzisiaj jest zabronione i sankcjonowane. Skoro więc alkohol trafia na listę sztandarowych punktów „gruntownej reformy”, chcielibyśmy poznać skalę problemu, który reforma ma rozwiązać:
Ilu myśliwych w ostatnich pięciu czy dziesięciu latach zatrzymano podczas wykonywania polowania pod wpływem alkoholu?
Ile wypadków łowieckich spowodowali nietrzeźwi myśliwi?
Jaki procent wszystkich wypadków podczas polowań stanowią takie zdarzenia?
Jakie badania albo analizy wskazują, że alkohol jest istotnym problemem bezpieczeństwa we współczesnym polskim łowiectwie?
Broń i alkohol nie mogą iść ze sobą w parze. I obecne prawo już wychodzi z dokładnie takiego założenia. Problem jest gdzie indziej.
Jeżeli chce się zaostrzyć istniejące sankcje, należy powiedzieć: jakie, dlaczego i na podstawie jakich danych. Tymczasem hasło „kary za polowanie pod wpływem alkoholu” działa znacznie szerzej. Buduje obraz myśliwego z bronią w jednej ręce i kieliszkiem w drugiej. A gdzie dowody, że właśnie z takim problemem mamy do czynienia?
Mamy za to interesujący materiał porównawczy. Miłosz Kościelniak-Marszał przeanalizował akta 21 prawomocnie zakończonych spraw dotyczących postrzeleń podczas polowań z lat 2014–2021. W żadnym z analizowanych przypadków sprawca nie znajdował się pod wpływem alkoholu.
Oczywiście 21 spraw nie opisuje całego polskiego łowiectwa. Ale jeżeli autorzy reformy dysponują szerszym materiałem pokazującym coś przeciwnego – pokażcie go. Bo w przeciwnym razie zamiast diagnozy problemu dostajemy sugestię.
A sugestia jest bardzo czytelna: myśliwy + broń + alkohol = zagrożenie. Prawo powinno jednak powstawać na podstawie danych, a nie stereotypów.
2. „PROSTSZE WYŁĄCZANIE PRYWATNYCH DZIAŁEK”
Kolejne hasło brzmi znakomicie: „Prostsza procedura wyłączania prywatnych działek”.
Ktoś mógłby pomyśleć, że właściciel ziemi musi dziś walczyć z kołem łowieckim, składać skomplikowane wnioski, przedstawiać uzasadnienia, czekać na decyzję urzędnika i jeszcze obawiać się odwołania myśliwych.
Tymczasem właściciel albo użytkownik wieczysty nieruchomości już dzisiaj może złożyć staroście pisemne oświadczenie o zakazie wykonywania polowania na swojej nieruchomości:
Nie pyta koła łowieckiego o zgodę.
Nie negocjuje z myśliwymi.
Nie musi przekonywać starosty, że jego powody są wystarczająco dobre.
Nie przeprowadza postępowania dowodowego.
Składa oświadczenie. I co szczególnie istotne – zgodnie z art. 27b Prawa łowieckiego zakaz wykonywania polowania jest skuteczny od dnia następującego po dniu złożenia oświadczenia.
To naprawdę trudno nazwać procedurą szczególnie skomplikowaną. Co więc dokładnie ma zostać uproszczone? Jedna kartka papieru jest nadmierną biurokracją? Ma wystarczyć e-mail? SMS? Kliknięcie w aplikacji?
Możemy oczywiście rozmawiać również o cyfryzacji procedury. Ale wtedy nazwijmy rzecz po imieniu: chcemy zmienić formę składania oświadczenia, a nie sugerujmy obywatelom, że obecnie właściciel ziemi jest praktycznie bezradny wobec myśliwych.
Jest tutaj jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: zakaz wykonywania polowania na nieruchomości nie jest tym samym co wyłączenie nieruchomości z obwodu łowieckiego. To dwa różne zagadnienia prawne.
Jeżeli zamierzamy przeprowadzać „gruntowną reformę”, dobrze byłoby zacząć od precyzyjnego wyjaśnienia społeczeństwu, jakie prawa właściciel ma już dzisiaj. Bo inaczej znowu świetnie wygląda hasło, tylko problem, który ma rozwiązywać, robi się coraz trudniejszy do znalezienia.
3. „WIĘKSZE BEZPIECZEŃSTWO” – CZYLI W NOCY MAMY WIDZIEĆ MNIEJ?
I dochodzimy do punktu, przy którym logika proponowanych zmian robi się szczególnie interesująca.
Autorzy zapowiadają: „Zakaz noktowizji i termowizji”. Jednocześnie nie proponują generalnego zakazu polowania w nocy. Czyli myśliwy nadal może wykonywać dopuszczone prawem polowanie nocne. Ma tylko zostać pozbawiony części urządzeń pozwalających lepiej obserwować otoczenie w ciemności.
Spróbujmy więc zrozumieć logikę:
Polowanie nocą – tak.
Lepsza obserwacja terenu w nocy – nie.
A wszystko pod hasłem zwiększenia bezpieczeństwa. Jak dokładnie ma to działać?
Termowizja nie pokazuje przecież wyłącznie dzika. Pozwala obserwować teren i wykrywać źródła ciepła. Może więc pomóc zauważyć człowieka znajdującego się w ciemności, którego bez takiego urządzenia myśliwy może nie dostrzec.
Nie zastępuje to oczywiście obowiązku jednoznacznego rozpoznania celu.
Nie zwalnia z oceny tła.
Nie zastępuje zasad bezpiecznego posługiwania się bronią.
Ale dostarcza myśliwemu dodatkowej informacji o tym, co znajduje się przed nim.
I tutaj trzeba postawić sprawę uczciwie. Sama termowizja ani noktowizja nie rozwiąże problemu wypadków na polowaniach. Żadne urządzenie nie zastąpi wiedzy, doświadczenia i odpowiedzialności człowieka trzymającego broń.
Co więcej, samo używanie termowizji nie gwarantuje, że do wypadku nie dojdzie. Urządzenie może być obecne podczas zdarzenia, a mimo to człowiek może popełnić błąd – źle rozpoznać cel, nie ocenić właściwie tła, oddać strzał w niewłaściwym kierunku albo naruszyć podstawowe zasady bezpieczeństwa.
Bo bezpieczeństwo podczas polowania nocnego nie zaczyna się od elektroniki. Zaczyna się od jednoznacznego rozpoznania celu, pewności bezpiecznego tła, znajomości terenu, właściwego wyboru miejsca i kierunku oddania strzału oraz przestrzegania Regulaminu polowań i zasad bezpiecznego posługiwania się bronią. Dopiero do tego dochodzi technologia.
Termowizja czy noktowizja nie zwalnia myśliwego z żadnego z tych obowiązków. Może natomiast dostarczyć mu dodatkowej informacji o otoczeniu, szczególnie tam, gdzie możliwości ludzkiego wzroku po zmroku są oczywiście ograniczone.
Dlatego nie twierdzimy, że termowizja zapewnia bezpieczeństwo. Twierdzimy coś znacznie bardziej oczywistego: przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, znajomość terenu, prawidłowa identyfikacja celu i właściwa ocena sytuacji, wsparte możliwością lepszej obserwacji otoczenia, dają większą szansę na bezpieczne wykonanie polowania niż samo odebranie myśliwemu jednego z narzędzi obserwacji.
Jeżeli celem rzeczywiście jest ograniczenie liczby wypadków, należałoby więc wzmacniać cały system bezpieczeństwa: szkolenie, znajomość przepisów, odpowiedzialność strzelca, prawidłową ocenę sytuacji i przestrzeganie zasad oddawania bezpiecznego strzału.
Bo problemem nie jest to, że myśliwy w nocy widzi za dużo. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mimo tego, co widzi i co powinien wiedzieć, podejmuje złą decyzję.
Chcesz być bezpieczniejszy w ciemności? Widzisz za dużo.
Kwestia walki z ASF
A jest jeszcze ASF. Państwo od lat walczy z afrykańskim pomorem świń. Jednym z elementów tej walki jest ograniczanie liczebności dzików, a myśliwi realizują również nakładany przez państwo odstrzał sanitarny.
Noktowizja i termowizja nie zostały dopuszczone przy polowaniu na dziki dla ozdoby. Zwiększają możliwości obserwacji i skuteczność pozyskania dzików w warunkach nocnych, kiedy ten gatunek jest szczególnie aktywny.
I teraz zestawmy dwa komunikaty państwa:
Pierwszy: Trzeba skutecznie ograniczać populację dzika i walczyć z ASF.
Drugi: Odbierzmy jedno z narzędzi, które ułatwia wykonanie tego zadania. Do tego nadal pozwólmy polować nocą. I nazwijmy to… „zwiększeniem bezpieczeństwa”.
PODSUMOWANIE
Prawo łowieckie można zmieniać. Robiono to zresztą wielokrotnie – 47 aktów zmieniających najlepiej pokazuje, ile zostało z propagandowego obrazu „przepisów z 1995 roku”.
Ale każda kolejna zmiana powinna przejść prosty test:
Jaki konkretnie problem rozwiązujemy?
Jakie dane potwierdzają jego istnienie i skalę?
Dlaczego wybrane rozwiązanie ma być skuteczne?
Jakie będą jego konsekwencje?
Na razie mamy trzy efektowne hasła:
Alkohol – choć polowanie pod jego wpływem już jest zabronione i sankcjonowane.
„Prostsze” wyłączanie gruntów – choć właściciel może już dziś ustanowić zakaz polowania jednostronnym oświadczeniem, skutecznym od następnego dnia.
„Większe bezpieczeństwo” – poprzez ograniczenie narzędzi pozwalających lepiej obserwować teren podczas nadal dopuszczonego polowania nocnego, przy okazji utrudniając skuteczne pozyskanie dzików w ramach walki z ASF.
To ma być dowód na potrzebę „gruntownej reformy”?
Najpierw pokażcie problem.
Potem pokażcie dane.
Następnie zaproponujcie rozwiązanie.
I policzcie jego skutki.
Bo ustawę można zmienić. Można ją poprawić. Można ją również zepsuć. A napisanie na plakacie słowa „REFORMA” jeszcze nie rozstrzyga, którą z tych rzeczy właśnie się robi.
Darzbór!
