To pytanie pojawia się niemal po każdym tragicznym wypadku na polowaniu.
Wydaje się oczywiste. Człowiek przecież nie wygląda jak dzik, jeleń czy sarna.
Tylko że być może już samo pytanie jest źle postawione.
Spróbujmy więc zrobić coś innego.
Nie bronić myśliwych. Nie oskarżać ich. Nie udowadniać z góry żadnej tezy.
Spróbujmy rozebrać wypadek na części i zobaczyć, co naprawdę zawodzi.
Dobrym punktem wyjścia jest książka Miłosza Kościelniaka-Marszała „Postrzelenia na polowaniach. Teoria, praktyka i orzecznictwo”.
Autor nie ogranicza problemu do prostego stwierdzenia: „myśliwy nie rozpoznał celu”.
Analizuje balistykę, optykę, warunki terenowe, ludzką percepcję, proces podejmowania decyzji, organizację polowania, zasady posługiwania się bronią oraz konkretne przypadki postrzeleń.
I pojawia się tutaj niezwykle ważne rozróżnienie.
Strzał do nierozpoznanego celu i strzał do celu błędnie rozpoznanego to nie jest to samo.
Pierwsza sytuacja jest stosunkowo prosta.
Coś porusza się w zaroślach. Słychać odgłos. Myśliwy zakłada, że to zwierzyna. Nie widzi jednak całego celu i mimo to strzela.
To oczywiste naruszenie jednej z podstawowych zasad bezpieczeństwa:
nie wiesz, do czego strzelasz — nie strzelasz.
Ale istnieje również druga sytuacja.
Myśliwy obserwuje obiekt. Widzenie dostarcza informacji. Mózg je interpretuje. Następuje identyfikacja.
Człowiek jest przekonany, że widzi zwierzę.
I właśnie wtedy może dojść do czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego — błędnego rozpoznania celu.
Nie:
„Nie wiem, co tam jest, ale strzelę”.
Tylko:
„Wiem, co tam jest”.
Problem polega na tym, że ta pewność okazuje się fałszywa.
Kościelniak-Marszał zwraca uwagę m.in. na zjawisko iluzji percepcyjnej. Mózg może błędnie zinterpretować rzeczywisty bodziec wzrokowy. Nie wymaga to choroby czy zaburzenia — złudzenia percepcyjne występują również u zdrowych ludzi.
I właśnie tutaj pytanie:
„Jak można pomylić człowieka z dzikiem?”
zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia.
Być może człowiek nie widzi człowieka i następnie świadomie uznaje go za dzika.
Może widzieć fragment sylwetki, ruch, kolor lub kształt, a mózg — działając w określonych warunkach i oczekując pojawienia się zwierzyny — tworzy błędną interpretację obrazu.
Czy takie wyjaśnienie znajduje potwierdzenie poza Polską?
Tak.
Nowa Zelandia
Nowozelandzkie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo broni od lat analizują przypadki błędnej identyfikacji celu podczas polowań.
W przypadku polowań na jelenie błędna identyfikacja jest wskazywana jako jedno z poważnych zagrożeń związanych z użyciem broni.
Co szczególnie istotne, w materiałach dotyczących bezpieczeństwa zwraca się uwagę na sytuacje, w których strzelający był przekonany, że widzi jelenia.
Nie zawsze mamy więc schemat:
„nie widział → strzelił”.
Możemy mieć:
zobaczył → obserwował → rozpoznał → był pewien → strzelił → rozpoznanie okazało się błędne.
Dane dotyczące takich zdarzeń pokazują również, że błędna identyfikacja może następować na stosunkowo niewielkich dystansach.
Nie zawsze chodzi więc o niewyraźną sylwetkę znajdującą się kilkaset metrów od strzelającego.
Dlatego tamtejsze zasady bezpieczeństwa idą dalej niż proste:
„rozpoznaj cel”.
Myśliwy powinien zobaczyć całe zwierzę, upewnić się co do identyfikacji, znać położenie swoich partnerów i nie opierać decyzji wyłącznie na ruchu, kolorze, kształcie czy dźwięku.
Innymi słowy:
musisz brać pod uwagę możliwość, że możesz się mylić.
Stany Zjednoczone
Dane ze stanu Nowy Jork pokazują z kolei, jak dużym uproszczeniem jest sprowadzanie wszystkich wypadków do pomylenia człowieka ze zwierzyną.
W 2024 roku zanotowano tam 11 zdarzeń związanych ze strzałem podczas polowania.
Siedem było samopostrzeleniami. Tylko cztery dotyczyły postrzelenia drugiej osoby.
W opisach konkretnych przypadków pojawiają się m.in. niekontrolowane wystrzały podczas obsługi broni, upadki, przeszkody terenowe, obecność drugiej osoby na linii strzału czy kontakt pocisku z przeszkodą. Starsze analizy amerykańskie również pokazują różne mechanizmy. Błędna identyfikacja celu jest jednym z nich – Ale nie jedynym.
Francja
Podobny obraz znajdujemy we Francji.
Office français de la biodiversité w swoich analizach wskazuje przede wszystkim na błędy ludzkie i nieprzestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Pojawiają się m.in.:
· niewłaściwy kąt oddania strzału,
· nieprawidłowe obchodzenie się z bronią,
· strzały w niebezpiecznym kierunku,
· błędy podczas polowań zbiorowych.
W sezonie 2024/2025 odnotowano we Francji 100 wypadków związanych z polowaniem i 11 ofiar śmiertelnych. Pięć spośród śmiertelnych zdarzeń stanowiły samopostrzelenia.
To kolejny argument przeciwko wrzucaniu wszystkich zdarzeń do jednego worka pod hasłem:
„myśliwy pomylił człowieka ze zwierzęciem”.
Co z tego wynika?
Jeżeli zestawimy polskie analizy z doświadczeniami innych krajów, zaczyna wyłaniać się znacznie bardziej skomplikowany obraz.
Wśród mechanizmów prowadzących do postrzelenia znajdują się:
· błędna identyfikacja człowieka jako zwierzyny,
· oddanie strzału bez wystarczającego rozpoznania celu,
· człowiek znajdujący się na linii lub w sektorze strzału,
· niewłaściwy kierunek lub kąt strzału,
· niekontrolowany wystrzał podczas obsługi broni,
· upadek z bronią lub nieprawidłowe jej przenoszenie,
· rykoszet albo kontakt pocisku z przeszkodą,
· błędy organizacyjne podczas polowania zbiorowego.
A pod nimi znajduje się kolejna warstwa:
percepcja człowieka, warunki obserwacji, widoczność, teren, optyka, czas poświęcony na identyfikację, oczekiwanie pojawienia się zwierzyny, położenie innych uczestników i proces podejmowania decyzji.
Dlatego wypadek rzadko powinien być analizowany poprzez jedno zdanie.
Trzeba zapytać:
· Co myśliwy widział?
· W jakich warunkach?
· Jak długo obserwował?
· Przez jaki sprzęt?
· Za co uznał obserwowany obiekt?
· Dlaczego właśnie tak go zinterpretował?
· Czy widział cały cel?
· Czy miał możliwość ponownego zweryfikowania rozpoznania?
· Czy znał położenie innych osób?
· Co znajdowało się przed celem i za nim?
· Dlaczego właśnie w tym momencie zdecydował się oddać strzał?
Bo katastrofa nie musi zaczynać się od jednego wielkiego błędu.
Może powstać łańcuch kilku mniejszych błędów, z których każdy kolejny odbiera następną możliwość zatrzymania zdarzenia.
Skoro znamy problem, spróbujmy zaproponować rozwiązanie
W dyskusji o bezpieczeństwie polowań bardzo często jako rozwiązanie pojawiają się obowiązkowe okresowe badania myśliwych.
Tylko czy rzeczywiście odpowiadają one na opisane wyżej mechanizmy?
Badania mogą mieć swoje znaczenie jako element systemu oceny zdolności do posiadania i używania broni. Nie należy jednak przedstawiać ich jako złotego środka, który sam w sobie rozwiąże problem wypadków.
· Badanie nie nauczy myśliwego prawidłowo identyfikować celu.
· Nie nauczy go kontrolować pierwszego wrażenia.
· Nie pokaże, jak łatwo ruch, fragment sylwetki czy oczekiwanie pojawienia się zwierzyny mogą wpłynąć na interpretację obrazu.
· Nie nauczy właściwego wyboru sektora strzału.
· Nie zastąpi prawidłowego obchodzenia się z bronią.
· Nie nauczy analizy tego, co znajduje się przed celem i za celem.
· I przede wszystkim nie stworzy procedury, która w odpowiednim momencie zatrzyma człowieka przed podjęciem błędnej decyzji.
Dlatego być może znacznie więcej uwagi powinniśmy poświęcić szkoleniu.
Nie kolejnemu wykładowi, podczas którego kursant usłyszy po raz setny:
· „przed oddaniem strzału rozpoznaj cel”.
Potrzebujemy szkolenia pokazującego:
· Jak człowiek popełnia błędy.
· Pokazującego rzeczywiste przypadki wypadków.
· Rekonstrukcje sytuacji.
· Zdjęcia i nagrania wykonywane w trudnych warunkach.
· Cele częściowo zasłonięte przez roślinność.
· Różne odległości.
· Zmierzch.
· Ograniczoną widoczność.
· Presję czasu.
· Oczekiwanie pojawienia się zwierzyny.
· Sytuacje, w których pierwsze rozpoznanie okazuje się błędne.
Myśliwy powinien nauczyć się nie tylko rozpoznawać cel. – Powinien nauczyć się podważać własne rozpoznanie.
Jeżeli identyfikacja powstała wyłącznie na podstawie ruchu, koloru, dźwięku albo fragmentu sylwetki — identyfikacja nie jest zakończona.
Trzeba świadomie poszukać cech potwierdzających rozpoznanie.
A jeszcze lepiej — poszukać czegoś, co może mu zaprzeczyć.
To niewielka zmiana sposobu myślenia, ale fundamentalna zmiana w szkoleniu.
Nie uczmy:
„Bądź pewien, zanim strzelisz”.
Uczmy również:
„Sprawdź, czy masz powód, żeby swojej pewności nie ufać”.
Do tego dochodzi absolutna podstawa, którą trzeba powtarzać niezależnie od doświadczenia:
bezpieczny kierunek lufy, znajomość położenia innych uczestników, prawidłowy sektor strzału, świadomość tego, co znajduje się przed i za celem, oraz właściwe obchodzenie się z bronią przed polowaniem, podczas niego i po jego zakończeniu.
Bo bezpieczeństwo nie zaczyna się w momencie naciśnięcia spustu.
Zaczyna się znacznie wcześniej:
· Od obserwacji.
· Od identyfikacji.
· Od świadomości położenia innych ludzi.
· Od właściwego posługiwania się bronią.
· Od organizacji polowania.
· Od szkolenia.
A przede wszystkim od zaakceptowania jednej bardzo niewygodnej właściwości ludzkiego umysłu:
możemy być całkowicie przekonani, że widzimy coś prawidłowo — i jednocześnie się mylić.
Dlatego najważniejszą zasadą bezpieczeństwa nie powinno być wyłącznie:
„Rozpoznaj cel przed oddaniem strzału”.
Powinna pojawić się jeszcze jedna:
„Upewnij się, że twoje rozpoznanie nie jest błędne”.
Bo pomiędzy:
„nie wiem, do czego strzelam” a „jestem pewien, do czego strzelam”
istnieje jeszcze jedno pytanie:
„Skąd wiem, że się nie mylę?”
I być może właśnie od tego pytania — a nie od kolejnego prostego hasła — powinna zaczynać się każda poważna rozmowa o zapobieganiu wypadkom na polowaniach.
Strona główna » AKTUALNOŚCI » „Jak można pomylić człowieka ze zwierzęciem?”
