Jako myśliwi często podkreślamy, że nasza rola w regulacji populacji niektórych zwierząt jest konieczna a łowiectwo jest potrzebne dla funkcjonowania państwa. Tak postawiona teza jest obiektem kpiny ze strony przeciwników łowiectwa, którzy dzielą się na tych, którym wydaje się, że wiedzą na czym polega łowiectwo oraz na tych, którzy są przeciwni wszelkim polowaniom uważając je za formę rozrywki. Jak pokazuje życie, można być przeciwnikiem łowiectwa dopóki temat zwierzyny łownej nie dotyczy nas bezpośrednio.

Przykładem pozytywnego podejścia do łowiectwa są samorządy, które zaczęły w Polsce doceniać oraz współpracować z myśliwymi. Wynika to z praktycznego podejścia do rozwiązywania realnych problemów.

Widok dzików żerujących w Warszawie nikogo już nie dziwi. Według tegorocznych szacunków w stolicy Polski żyje około 5 000 dzików. Sytuacja wymknęła się spod „kontroli” około dwa lata temu, a tak naprawdę to nie było żadnej kontroli ponieważ nie prowadzono systematycznego odstrzału dzików w Warszawie przez dłuższy czas. Skutkiem czego miasto i jego władze mają teraz problem.

Już nawet przedstawiciele partii „Zielonych” publicznie mówią o tym, że wszelkie inne działania niż redukcja dzików nie będą w tej chwili skuteczne w Warszawie co wynika ze zbyt dużej liczby dzików oraz z ich dużo większego przyrostu populacji niż w warunkach naturalnych, szacuje się go na 300% w skali roku. Czyli jeśli w tej chwili w Warszawie jest 5000 dzików to za rok może ich być 15000 a za dwa lata 45000…

Niska naturalna śmiertelność dzików w miastach wynika z braku drapieżników, między innymi wilków (jest to też jeden z powodów dlaczego dziki wybierają miasto zamiast lasów). I nie jest prawdą, że dziki wybrały miasta w ucieczce przed polowaniami, gdyby tak było to w Warszawie byłby również problem z innymi gatunkami łownymi takimi jak jelenie czy sarny. Zresztą na logikę, jakie zwierzę w obawie przed człowiekiem ucieka do ludzi????

Świetnym przykładem efektu braku strachu przed człowiekiem są jelenie spacerujące po Zakopanem, wokół którego zaprzestano odstrzału jeleni. Tatrzański Park Narodowy nie prowadzi już odstrzału redukcyjnego tego gatunku co powoduje zbliżanie się do ludzi zarówno w mieście jak i na szlakach górskich.
To utrata lęku przed człowiekiem jest główną przyczyną wchodzenia zwierząt do miejscowości. Z tego właśnie powodu dzikie zwierzęta (kluczowe jest tu słowo „dzikie”) omijają siedziby ludzkie z daleka. Gdy zwierzęta nie są poddane presji łowieckiej, zaczynają tracić naturalny lęk przed naszym gatunkiem co jest w dłuższej perspektywie zgubne zarówno dla tych zwierząt jak i dla nas.

Rafał Trzaskowski jako prezydent Warszawy jest odpowiedzialny za powstałą sytuację i to on oraz podległe mu „Lasy Miejskie” podjęły w końcu decyzje o eliminacji dzików zaczynając od osobników i sytuacji problemowych. Należy podkreślić, że prezydent Warszawy najpierw ograniczał możliwość odstrzału oraz eliminacji dzików w aglomeracji po czym stwierdził, że nie ma innego rozwiązania problemu jak podjęcie działań, które sam blokował. I tu dochodzimy do sedna, Warszawa stała się przykładem tego, co stanie się gdy zaprzestaniemy regulacji populacji dzików na danym terenie (oczywiście odstrzał dzików w mieście nie jest polowaniem w rozumieniu przepisów ale opisujemy tą sytuację jako żywy przykład skutków braku regulacji populacji zwierząt).

I tak oto przeciwnik łowiectwa, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski został „głównym łowczym miasta Warszawa”. Powstały profile na mediach społecznościowych, które nawiązują do nazwiska prezydenta postulujące aby nie zabijać dzików, takie jak np. „Nie Trzaskać dzików”.

Mleko się rozlało, zwolennicy Trzaskowskiego są teraz podzieleni na tych, którzy nie chcą mieć dzików na swoich osiedlach oraz na tych, którzy chcą mieć zwierzęta w mieście. Opinie mogą być różne ale miasto nie jest prywatnym folwarkiem zwierzęcym i każdy odpowiedzialny samorządowiec musi reagować na sytuacje kryzysowe. Dlatego właśnie wiele samorządów w kraju doskonale rozumie jaką rolę pełnią myśliwi i nawet jeśli część miejskiego elektoratu jest przeciwko polowaniom to prezydenci oraz burmistrzowie miast współpracują z myśliwymi w celu regulacji populacji np. dzików robiąc to de facto dla dobra mieszkańców.

Trudno o lepszy przykład na docenianie roli myśliwych niż przykład samorządów, wynika to z tego, że za szkody powstałe poza obwodami łowieckimi odpowiedzialność ponosi np. samorząd a nie koło łowieckie. Brak możliwości polowań automatycznie powoduje, że prezydencji miast potrzebują wsparcia od myśliwych w ograniczaniu sytuacji problemowych na linii zwierzęta łowne – człowiek. I czy to się komuś podoba czy nie to prezydent miasta prędzej czy później wybierze rozwiązanie problemu a nie jego eskalację.

Co ciekawe jest szansa, że warszawskie oraz inne miejskie dziki mogą być przykładem pozytywnego postrzegania łowiectwa, ponieważ mieszkańcy mają możliwość poznania realnych problemów ze zwierzyną na własnej skórze, i to dosłownie.