Nie ma znaczenia, czy wydarzył się w lesie, gospodarstwie lub na drodze. Za każdym ze zdarzeń stoi człowiek i jego rodzina. Dlatego gdy w debacie publicznej o wypadkach pojawiają się liczby, warto przyjrzeć się im dokładnie.
Ostatnio minister Dorożała napisał; „Ponad 2500 osób rocznie ulega wypadkom spowodowanym przez zwierzęta gospodarskie. Czy ktoś z tego powodu nawołuje; wybić świnie, krowy i konie? Nie rozumiem, dlaczego zdarzenie z udziałem dzikich zwierząt powoduje dzikie wycie całego plemienia: „zabić, zabić, zabić!”. Wszystko chcecie zabić?
Post ministra Dorożały, wydaje się mało precyzyjny, wydaje się być grą słów i manipulacją. Skłania do zadania kilku pytań:
🐄 czy mówimy o wypadkach spowodowanych przez zwierzęta?
🐖 czy o wypadkach podczas pracy przy zwierzętach?
To nie jest to samo ❗ Jeżeli rolnik poślizgnie się w oborze, potknie podczas przepędzania bydła, albo spadnie podczas załadunku zwierząt, to zwierzę było obecne przy zdarzeniu.
Ale czy było jego przyczyną?
Czy ponad 2500 wypadków związanych ze zwierzętami gospodarskimi oznacza, że należy:
🩺 badać rolników częściej – może wprowadzić dla nich obowiązkowe badania?
🐮🐷 ograniczać hodowlę zwierząt?
🛑 wprowadzać kolejne zakazy i ograniczenia?
Nie. I słusznie.
Skoro rozmawiamy o bezpieczeństwie, to bądźmy konsekwentni. Gdy dochodzi do kilku wypadków łowieckich rocznie, natychmiast słyszymy:
⚠️ zaostrzyć przepisy,
⚠️ zwiększyć kontrole,
⚠️ wprowadzić kolejne ograniczenia,
⚠️ badać myśliwych częściej.
Większość ludzi rozumie, że bezpieczeństwa nie buduje się przez wskazywanie winnych grup społecznych, lecz przez szkolenia, doświadczenie, odpowiedzialność
i przestrzeganie obowiązujących zasad.
I na koniec, parafrazując słowa Ministra Dorożały;
„Nie rozumiem, dlaczego pojedyncze zdarzenia z udziałem myśliwych powoduje dzikie wycie całego plemienia: „badać, badać, badać!”. Wszystkich chcecie zbadać?”
