Przez wiele lat społeczeństwu powtarzano coś zupełnie innego. Że myśliwi stanowią zagrożenie.
Że wypadków jest mnóstwo. Że myśliwi „nie są badani”. Że „nie potrafią odróżnić człowieka od dzika”. Powtarzano to tak często, że dla wielu osób stało się niemal oczywistością. Tylko czy potwierdzają to dane?
Sprawdźmy. W ciągu ostatnich 10 lat odbyło się w Polsce około 44 mln polowań i odstrzałów sanitarnych. W tym czasie, z udziałem myśliwych doszło do 33 postrzelenia (zranień) i 28 ofiar śmiertelnych. Średnia liczba ofiar śmiertelnych w analizowanym okresie wynosiła 2,8 osoby rocznie.
Czy każdy taki wypadek jest tragedią? Oczywiście. Czy powinniśmy zrobić wszystko, aby nie dochodziło nawet do tych nielicznych zdarzeń? Oczywiście. Ale czy te liczby uzasadniają przedstawianie ponad stutysięcznej grupy polskich myśliwych jako zagrożenia dla ludzi chodzących po lasach?
Zdecydowanie – nie.
Jest też drugi mit: „Myśliwi nie przechodzą badań.” To nieprawda. Osoba ubiegająca się o pozwolenie na broń co do zasady musi przedstawić orzeczenie lekarskie i psychologiczne potwierdzające, że może dysponować bronią.
Badanie obejmuje między innymi stan psychiczny, układ nerwowy, wzrok, słuch, równowagę i sprawność ruchową. Ustawa przewiduje także badanie psychiatryczne i okulistyczne.
Co więcej – jeżeli później pojawią się uzasadnione wątpliwości dotyczące stanu zdrowia posiadacza broni, Policja może skierować go na ponowne badania lekarskie i psychologiczne.
Możemy dyskutować, czy dodatkowo powinny istnieć obowiązkowe badania okresowe. To jest normalna dyskusja o prawie. Ale nie zaczynajmy jej od nieprawdziwego stwierdzenia, że myśliwi w Polsce nie są badani.
I jeszcze jedno. „Myśliwy może pomylić człowieka z dzikiem”. Tak – w historii polskiego łowiectwa zdarzały się tragiczne przypadki niewłaściwego rozpoznania celu. Nie wolno ich bagatelizować. Ale nie są one dowodem, że myśliwi „nie rozróżniają ludzi od zwierząt”.
Są przede wszystkim dowodem na to, dlaczego jedna z najważniejszych zasad bezpieczeństwa brzmi:
NIE JESTEŚ PEWIEN, DO CZEGO STRZELASZ – NIE STRZELASZ.
Przepisy zabraniają strzelania do nierozpoznanego celu. Dlatego przyszły myśliwy nie dostaje po prostu broni i nie idzie do lasu. Droga do uzyskania uprawnień obejmuje staż, szkolenie PZŁ oraz egzamin.
Na kursach ogromny nacisk kładzie się na bezpieczne posługiwanie się bronią. Są treningi strzeleckie, test, egzamin ustny oraz egzamin strzelecki. W programach kursów PZŁ znajdują się obowiązkowe praktyczne treningi z bronią. A później szkolenie się nie kończy. Myśliwy odpowiada za używanie sprawnej technicznie broni i ma obowiązek przystrzelać ją co najmniej raz w roku.
I może właśnie dlatego warto spojrzeć również w przeszłość. W materiale, który analizowaliśmy, w 1976 r. podano 83 wypadki, w tym 10 śmiertelnych. Dzisiaj mówimy o kilku zdarzeniach rocznie.
To jest gigantyczny postęp w zakresie bezpieczeństwa. Nie oznacza to, że możemy spocząć na laurach. Wręcz przeciwnie. Trzeba więcej trenować. Więcej mówić o bezpieczeństwie. Analizować każdy wypadek. Walczyć z rutyną. Wykorzystywać nowe technologie. I ciągle przypominać, że odpowiedzialność za każdy oddany strzał ponosi strzelający.
Ale bezpieczeństwa nie poprawia się poprzez budowanie strachu. Poprawia się je poprzez szkolenie, wiedzę, procedury i wyciąganie wniosków z rzeczywistych zdarzeń. Dlatego chcemy odwrócić narrację. Nie bójcie się myśliwych w lesie.
Miliony polowań każdego roku odbywają się bez żadnego wypadku. A my jako środowisko mamy obowiązek zrobić wszystko, aby tych nielicznych zdarzeń było jeszcze mniej. Nie chcemy udowadniać, że jest wystarczająco dobrze. Chcemy dążyć do tego, żeby było jeszcze bezpieczniej.
Cel: ZERO WYPADKÓW.
Bo bezpieczeństwo jest naszą wspólną sprawą.
Zachęcamy, abyście sami zapoznali się z danymi, źródłami i wyciągnęli własne wnioski.
👉 Pełna analiza i raport: https://wspolnasprawa.org.pl/materialy/bezpieczenstwo-na-polowaniach-w-polsce-fakty-zamiast-narracji-strachu/
Udostępnij ten materiał, jeśli uważasz, że w debacie o bezpieczeństwie zamiast strachu i stereotypów powinny pojawić się fakty i liczby.
Darzbór!
