Podzielone społeczeństwo jest łatwe do rządzenia. Budowanie podziałów i kierowanie się zasadą „byle sąsiad miał gorzej” donikąd nas nie zaprowadzi. Chyba że celem jest realizacja politycznych marzeń tych, którzy żyją z konfliktów i antagonizmów. Czy naprawdę tego chcemy?
Prezes PSL mówił kiedyś o badaniach posiadaczy broni, że jego ugrupowanie zgodzi się na takie rozwiązanie, ale tylko pod warunkiem, że wszyscy będą traktowani jednakowo. Dotychczasowe propozycje nie obejmowały wszystkich. Prosta zagrywka polityczna, ale nie wchodźmy w szczegóły – taka była praca do wykonania – chcieli bronić środowiska myśliwych bo wielu z nich poluje bądź oczekuje głosów w wyborach z naszego grona – to w skrócie.
Dla naszych oponentów praca domowa: sprawdźcie sami kto faktycznie z posiadaczy broni palnej przechodzi okresowe badania. Warto przyjrzeć się również służbom mundurowym. Możliwe, że wyniki takiego „śledztwa” niejednego zaskoczą.
W tym miejscu warto przypomnieć wnioski publikowane przez PZŁ, z których wynikało, że wypadki z użyciem broni nie miały związku ze stanem zdrowia ich sprawców, w komunikatach przekazywane było że doszło do złamania zasad bezpieczeństwa lub nieszczęśliwego wypadku.
A teraz do brzegu!
Tymczasem pełniący obowiązki rzecznik prasowy, wybrany przez Łowczego Krajowego – który, przypomnijmy, został powołany przez minister Paulinę Henning-Kloskę – postanowił wypowiedzieć słowa, które dzielą środowisko cywilnych posiadaczy broni. Zamiast skupić się na naprawianiu wizerunku łowiectwa i rozwiązywaniu jego realnych problemów, obrał za cel inne grupy. Grupy, które jeszcze niedawno patrzyły na myśliwych z życzliwością, później z neutralnością, a po tej niefortunnej wypowiedzi najprawdopodobniej będą już nastawione negatywnie.
Oczywiście wypowiedź p.o. rzecznika błyskawicznie zaczęła krążyć po „zielonych” profilach, stając się kolejnym narzędziem do prowokowania Koleżanek i Kolegów oraz pogłębiania podziałów. Posiadacze broni do innych celów niż łowieckie również zaczynają patrzeć na nas coraz bardziej nieufnie. Kolego Wacławie – „świetna” robota.
Mamy w kraju wystarczająco dużo problemów. Mamy wystarczająco dużo podziałów. Zieloni od lat budują fałszywą narrację na temat łowiectwa. A my? Sami dokładamy sobie kolejnych przeciwników. Zachwalany przez niektórych jako naturalny spadkobierca rodzinnej schedy Kolega Wacław do roli rzecznika nadaje się mniej więcej tak, jak Dorożała do pełnienia funkcji ministra odpowiedzialnego za sprawy łowiectwa. Poza parciem na szkło trudno dostrzec u Kolegi Wacława charyzmę, kompetencje i skuteczność potrzebne do obrony dobrego imienia polskiego łowiectwa.
To jest nasz kraj i nasze zasoby. Społeczeństwo trzeba łączyć, a nie dzielić. Dość polityki, dość grania na emocjach i dość działań, które przynoszą więcej szkody niż pożytku. Czas na odpowiedzialność i konkretne działania.
Problemy łowiectwa były, są i będą – do czasu, aż członkowie zrozumieją, że to właśnie w ich rękach leży los naszego zrzeszenia. Potrzebni są zaangażowani ludzie, którzy nie boją się działać – nikt za nas tej pracy nie wykona!
Zmiany muszą nadejść. Czas na powrót dzieci do łowisk i na przywrócenie prawdziwej samorządności.
Darzbór!
