Czy to koniec działalności Pauliny Hennig-Kloski w MKiŚ?

Konfederacja i PiS pod koniec marca złożyły wniosek o wotum nieufności wobec minister klimatu i środowiska. Czy rozgrywki wewnątrz rządzącej koalicji dają szansę na odwołanie Pauliny Hennig-Kloski ze stanowiska? Czy może jednak sejmowa arytmetyka pozwoli jej zachować ministerialną tekę? Warto zacząć od podsumowania działalności obecnej Minister KiŚ.

Pierwszy wniosek o wotum nieufności 

Paulina Hennig-Kloska na stanowisko została powołana 13 grudnia 2023 r. Odpowiada ona za energetykę, transformację klimatyczną, OZE, politykę środowiskową i zasoby naturalne. Pierwsze kontrowersje dotyczące jej działalności pojawiły się jeszcze w 2023 r. Wynikały one z projektu liberalizacji zasad budowy elektrowni wiatrowych.

Krytycy zarzucali zbyt szybkie procedowanie, możliwe uprzywilejowanie branży energetycznej oraz brak transparentnych konsultacji. Sprawa była szeroko komentowana politycznie i medialnie. Wynikiem tych zarzutów był pierwszy wniosek o wotum nieufności wobec minister, złożony na początku 2024 r. przez opozycję. Zarzuty obejmowały wówczas sposób procedowania zmian w energetyce wiatrowej, błędy legislacyjne i brak transparentności – działania oceniane jako sprzyjające określonym interesom gospodarczym. Wniosek nie uzyskał większości w Sejmie, ponieważ koalicja zachowała spójność w tej sprawie.

Działania pod dyktando lobbystów z branży OZE

W swojej działalności MKiŚ skupiała się od początku na wsparciu branży OZE, głównie firm z sektora wiatrowego. Według wielu specjalistów taka, oderwana od rzeczywistości gospodarczej, próba transformacji energetycznej to realny zamach na naszą suwerenność i bezpieczeństwo energetyczne. Polityka klimatyczna w wydaniu obecnej MKiŚ prowadzona jest kosztem gospodarki i obywateli.

Opozycja oskarża minister o „sabotaż państwa” poprzez nadmierne forsowanie odnawialnych źródeł energii (OZE) jako fundamentu polskiej energetyki. Uzależnia ona bezpieczeństwo energetyczne od niestabilnych farm wiatrowych, ignorując ryzyka przerw w dostawach spowodowane pogodą oraz realizuje politykę korzystną dla zagranicznych koncernów wiatrowych – głównie tych z Danii i Niemiec (chodzi o tzw. aferę wiatrakową). Doskonałym przykładem niestabilności OZE były blackouty w krajach zachodniej Europy. Ponadto do listy zarzutów można dodać brak równowagi w miksie energetycznym – rezygnację z węgla i atomu na rzecz OZE.

Czyste Powietrze – nieczyste interesy 

Pod lupę CBA (na wniosek Prokuratury Europejskiej) trafił program „Czyste Powietrze” oraz sposób jego realizacji. Nieudolna realizacja tego programu doprowadziła do masowych nadużyć i wyłudzenia publicznych środków. Konkretnie chodzi o niewystarczający nadzór nad kotłami na pellet, umożliwiający montaż nielegalnych rusztów awaryjnych do spalania węgla, brak prewencyjnej weryfikacji urządzeń przed wypłatą dotacji oraz niezapobieganie oszustwom firm nakłaniających beneficjentów do drogich kredytów na niespełniające norm piece, co doprowadziło do marnotrawstwa ogromnych sum. Śledztwo obejmuje wyłudzenia na kilkadziesiąt milionów złotych.

System kaucyjny – logistyczna porażka, promująca konkretnych graczy na rynku 

Chodzi o wprowadzenie w Polsce systemu zwrotu opakowań (butelki plastikowe, puszki, szkło) z kaucją doliczaną do ceny produktu. To duża reforma:

  1. obejmuje handel detaliczny, producentów i logistykę,
  2. wymaga stworzenia całej infrastruktury (automaty, system rozliczeń),
  3. ma znaczenie dla miliardowego rynku odpadów i recyklingu.

Najczęstsze zarzuty wobec ministerstwa to wielokrotne przesuwanie terminów wdrożenia systemu, brak jasnych zasad działania przez długi czas oraz zmiany przepisów „w trakcie gry”. System uderza w mały handel detaliczny. Wymusza on obowiązek przyjmowania opakowań, konieczność magazynowania odpadów oraz generuje koszty obsługi. Duże sieci handlowe łatwiej się dostosują. Dla małych przedsiębiorców to często ogromne wyzwanie logistyczne i znaczne podniesienie kosztów prowadzenia działalności.

Dodatkowo wprowadzenie systemu kaucyjnego nie koresponduje z dotychczasowym systemem zarządzania odpadami, wchodzi w konflikt z systemami gminnymi segregacji odpadów oraz zabiera wartościowe surowce (PET, aluminium) z systemu komunalnego. Operatorami systemu są tylko podmioty dopuszczone przez ministerstwo. Są to spółki utworzone przez duże koncerny produkcyjne, handlowe, logistyczne oraz dużych graczy zajmujących się gospodarką odpadami. W praktyce wdrożenie systemu kaucyjnego oznacza stworzenie rynku wartego miliardy złotych i wpuszczenie na niego kilku graczy reprezentujących duże koncerny.

„Niefortunna” pożyczka dla powodzian

We wrześniu 2024 roku województwa dolnośląskie, opolskie, śląskie i lubuskie dotknęła powódź, która zniszczyła kilkanaście tysięcy budynków i pozbawiła dobytku ich mieszkańców. Wówczas Paulina Hennig-Kloska ogłosiła, że resort przeznaczy 21 mln zł dotacji i 100 mln zł w niskooprocentowanych pożyczkach dla samorządów i centrów kryzysowych dotkniętych powodzią. Wypowiedź została uznana za mało taktowną i była krytykowana nawet przez koalicjantów. Szymon Hołownia – wtedy Marszałek Sejmu i lider Polski 2050 – stwierdził, że „słowo ‘pożyczka’ nie powinno paść”, a Donald Tusk ocenił słowa minister jako „niefortunne”.

Dewastacja Lasów Państwowych i branży drzewnej

Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe to największa w Unii Europejskiej organizacja zarządzająca lasami należącymi do Skarbu Państwa. Działa ona w sposób odpowiedzialny, profesjonalny i otwarty, gospodarując wspólnym dobrem – lasami, gwarantując ich trwałość, powiększanie i ochronę zasobów przyrodniczych oraz realizację funkcji lasów, zgodnych z oczekiwaniami społeczeństwa i potrzebami gospodarki.

Obecna władza sukcesywnie dewastuje wypracowany przez lata dorobek naukowy i finansowy Lasów Państwowych. Pod płaszczykiem walki o środowisko i podpierając się fałszywymi argumentami, MKiŚ marnotrawi majątek i ogranicza zyski tej instytucji. Najlepiej obrazuje to wysokość zysku netto z roku 2022, który wynosił 986 mln zł, oraz wysokość prognozowanego zysku netto za rok 2025, który wyniesie około 400 mln zł. Poza samymi LP na prowadzonej przez MKiŚ polityce cierpią przedsiębiorcy sektora usług leśnych, przemysł drzewny i meblarski, które stanowią znaczące gałęzie polskiej gospodarki.

Wpływy antyłowieckich NGO-sów na politykę MKiŚ 

Pod wpływem organizacji pozarządowych, czerpiących zyski z działalności pseudoekologicznej, rękami wiceministra Mikołaja Dorożały prowadzona jest próba unicestwienia polskiego łowiectwa. Bezceremonialnie i bez jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia. Najlepszym przykładem, który obrazuje podejście MKiŚ do merytorycznych i naukowych argumentów, jest opuszczenie przez grupę ekspertów posiedzenia Zespołu do spraw zmian systemowych w łowiectwie. Równie dobrze można ten zespół nazwać Zespołem do spraw likwidacji łowiectwa.

Głos mają w nim ludzie skupieni wokół koalicji Niech Żyją, którzy w sposób cyniczny robią wszystko, aby łowiectwo w Polsce przestało istnieć. Od redukcji listy gatunków łownych, przez absurdalny pomysł na badania okresowe dla myśliwych, aż po tworzenie kolejnych parków narodowych, rezerwatów oraz stref ochronnych, celem wyłączenia tych terenów z obwodów łowieckich. Nieracjonalne pomysły na zarządzanie IGO i dużymi drapieżnikami również powstają nie na posiedzeniach komisji, a w głowach aktywistów pseudoekologicznych.

Mikołaj Dorożała, osoba odpowiedzialna w ministerstwie za gospodarkę leśną i łowiecką, nie dość, że nie posiada merytorycznego przygotowania i wiedzy w wymienionych dziedzinach, to opiera swoje działania na pomysłach grup antyłowieckich, z których wprost się wywodzi i których interesy reprezentuje. Tak należy to nazwać – wiceminister, który otrzymał swoje stanowisko za finansowe wsparcie kampanii wyborczej Hennig-Kloski (bezpośredniego wsparcia udzieliła żona Mikołaja Dorożały), działa jedynie na korzyść organizacji antyłowieckich oraz pseudoekologicznych, zamiast działać na korzyść przyrody, gospodarki i społeczeństwa.

Tutaj można wysnuć pewne zastrzeżenia wobec władz PZŁ, ponieważ w wyżej wymienionym zespole nie ma oficjalnej delegacji PZŁ, która reprezentowałaby interesy 130 tys. członków Związku. Środowisko myśliwych ma swoich reprezentantów, ale reprezentują oni głos rozsądku, zamiast reprezentować głos organizacji, która myśliwych zrzesza.

Kolejny wniosek o wotum nieufności

Wniosek o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski z funkcji ministra klimatu i środowiska, pod którym podpisało się ok. 100 posłów m.in. z Konfederacji oraz Prawa i Sprawiedliwości, trafił do Sejmu 27 marca. Wnioskodawców reprezentują Krzysztof Mulawa (Konfederacja) oraz Janusz Kowalski (PiS, dawniej Suwerenna Polska).

„Dotychczasowe działania kierownictwa Ministerstwa Klimatu i Środowiska wskazują na poważne braki kompetencyjne, liczne błędy w procesie legislacyjnym oraz decyzje podejmowane w sposób chaotyczny i pozbawiony odpowiedzialnej analizy skutków społecznych i gospodarczych” – oceniono we wniosku.

Część polityków Polski 2050 jest gotowa poprzeć odwołanie byłej partyjnej koleżanki. Donald Tusk podczas rozmowy z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz zasugerował, że głosowanie z opozycją oznaczałoby wyrzucenie Polski 2050 z koalicji. Onet podaje, że partia Pełczyńskiej-Nałęcz chce wyjaśnień ws. chaosu wokół programu „Czyste Powietrze”. Za odwołaniem Hennig-Kloski mają zagłosować Bartosz Romowicz i Adam Luboński. Politycy, jeśli poprą wniosek o wotum nieufności, mają ponieść konsekwencje. Romowicz jest m.in. wiceprzewodniczącym komisji spraw wewnętrznych i administracji i może pożegnać się z tym stanowiskiem. Tusk ma być też namawiany do wyrzucenia z rządu szefowej Polski 2050, jeśli minister klimatu nie przetrwa.

Dobrej atmosfery w koalicji rządzącej nie buduje też prezes ludowców. Niewykluczone, że warunkiem obrony minister Hennig-Kloski przez posłów PSL-u będzie dymisja jej zastępcy, wiceministra Mikołaja Dorożały, Głównego Konserwatora Przyrody. „Mamy do niego szereg zastrzeżeń” – wyjaśnił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Punkt wyjścia: arytmetyka

Wniosek ma być rozpatrzony najpóźniej na posiedzeniu 28-30 kwietnia, a do odwołania ministra potrzebna jest większość ustawowej liczby posłów, czyli 231 głosów.

W ostatnim dużym głosowaniu sejmowym z 17 kwietnia widać realne wielkości klubów i ich dyscyplinę: KO miała 156 głosujących posłów, PSL 32, Lewica 19 głosujących przy dwóch nieobecnych, Centrum 15, Polska 2050 – 12 głosujących przy trzech niegłosujących. Po drugiej stronie było 171 głosujących z PiS przy 17 niegłosujących, 15 z Konfederacji przy jednej nieobecności, 4 z koła Demokracja i 3 z Konfederacji Korony Polskiej. To pokazuje, że sama opozycja i środowiska antyrządowe są wyraźnie poniżej progu 231, więc bez wyłamań po stronie koalicji lub bez masowych absencji minister nie da się odwołać.

Scenariusz 1: Hennig-Kloska zostaje, a koalicja ją broni

To w tej chwili wciąż scenariusz bazowy. Przemawiają za nim poniższe argumenty: Po pierwsze, Donald Tusk publicznie ustawił głosowanie jako test lojalności koalicyjnej. To zwiększa polityczny koszt głosowania razem z opozycją. Po drugie, Lewica deklaruje bardzo jasno, że będzie bronić członka własnego rządu niezależnie od zastrzeżeń personalnych czy merytorycznych. To ważne, bo zmniejsza pole manewru dla opozycji. Po trzecie, sam układ liczbowy premiuje obronę minister. Jeżeli KO, PSL, Lewica, Centrum i większość Polski 2050 zagłosują przeciw odwołaniu lub nawet część z nich tylko nie poprze wniosku, próg 231 będzie dla opozycji bardzo trudny do osiągnięcia. Na bazie ostatnich frekwencji opozycja potrzebowałaby szeregu dodatkowych głosów z obozu rządowego. Najprawdopodobniej minister politycznie osłabnie, ale formalnie przetrwa głosowanie. To byłby klasyczny wynik: obrona w Sejmie, ale z rachunkiem politycznym do zapłacenia później.

Scenariusz 2: Minister zostaje, ale po bardzo kosztownym głosowaniu

To wariant pośredni: wotum upada, lecz wynik pokazuje pęknięcie w koalicji. Najmocniejszy sygnał ostrzegawczy jest taki, że część Polski 2050 nie chce już bezwarunkowo bronić Hennig-Kloski, a według informacji Onetu dwóch posłów tego ugrupowania ma „na pewno” zagłosować z opozycją. Dodatkowo Bartosz Romowicz już publicznie zapowiedział głos za odwołaniem.

Do tego dochodzi zła atmosfera wokół minister w PSL i Polsce 2050. Obie formacje żądają wyjaśnień w sprawie „Czystego Powietrza”, systemu kaucyjnego, BOŚ, łowiectwa i Lasów Państwowych. RMF i WP opisują, że to nie są już tylko medialne przecieki, ale realne warunki polityczne. Jak wyglądałby taki wynik? Przykładowo: minister broni KO, Lewica, Centrum i większość PSL, ale kilku posłów Polski 2050 oraz pojedynczy politycy PSL zagłosują za odwołaniem albo wstrzymają się czy nie wezmą udziału. Wniosek i tak upada, bo opozycja nie dobija do 231, ale z punktu widzenia Tuska to sygnał, że dyscyplina koalicji jest już tylko częściowa. To znacząco zwiększa prawdopodobieństwo rekonstrukcji rządu w kolejnych tygodniach.

Scenariusz 3: Hennig-Kloska zostaje odwołana w Sejmie 

To scenariusz najgłośniejszy medialnie, ale arytmetycznie najtrudniejszy. Sama opozycja i środowiska antyrządowe nie wyglądają dziś na zdolne do uzbierania 231 głosów. Żeby wniosek przeszedł, potrzebna byłaby większa grupa posłów z koalicji głosująca razem z opozycją albo szeroki blok absencji po stronie obozu rządowego. Musiałoby dojść do skumulowania kilku zjawisk naraz: twardego buntu części Polski 2050, dołączenia części PSL oraz możliwej słabszej mobilizacji po stronie Lewicy lub KO. Sam bunt dwóch-trzech posłów nie wystarczy. Pozycja Hennig-Kloski osłabła po rozłamie w Polsce 2050 i utworzeniu Centrum; sama nie jest już chroniona przez dawny partyjny automatyzm. Ten scenariusz jest możliwy, ale wymagałby prawdziwego załamania dyscypliny koalicyjnej. Dziś bardziej wygląda na narzędzie nacisku niż najbardziej prawdopodobny finał.

Scenariusz 4: Nie dochodzi do odwołania w Sejmie, ale Tusk sam wymienia minister później

To jeden z ważniejszych wariantów politycznych, bo oddziela wynik głosowania od dalszego losu Hennig-Kloski. Jeżeli premier uzna, że koszt obrony minister stał się zbyt wysoki, może ją utrzymać w głosowaniu z powodów ustrojowych i koalicyjnych, a później wymienić przy okazji rekonstrukcji rządu. Wtedy nie daje opozycji zwycięstwa w Sejmie, ale jednocześnie neutralizuje źródło tarć wewnątrz rządu. Sprzyja temu długa lista pretensji koalicjantów: „Czyste Powietrze”, system kaucyjny, BOŚ, łowiectwo, Lasy Państwowe i styl komunikacji. Im bardziej obrona Hennig-Kloski zaczyna kosztować koalicję jako całość, tym bardziej rośnie pokusa, żeby po głosowaniu zamknąć temat personalnie.

Scenariusz 5: Wotum staje się zapalnikiem szerszego kryzysu koalicyjnego 

Tu stawka przestaje dotyczyć jednej minister. Tusk wyraźnie powiązał głosowanie z dalszym uczestnictwem w koalicji. Onet opisuje, że w KPRM rozważany jest nawet ruch odwetowy wobec Polski 2050, jeśli jej posłowie zagłosują z opozycją. RMF z kolei pokazuje, że po drugiej stronie też rośnie gotowość do konfrontacji. Nie musi to oznaczać natychmiastowego rozpadu rządu, ale może przybrać formę ograniczenia wpływów Polski 2050, zmian personalnych lub trwałego rozbicia zaufania. „Rzeczpospolita” już pisze, że to może być największy test koalicji od jej powstania. Najważniejsze może się okazać nie pytanie „czy zostanie odwołana?”, tylko „ilu koalicjantów pokaże, że w krytycznym głosowaniu nie idzie już za premierem?”.

Wniosek 

Na dziś najbardziej prawdopodobne są dwa warianty: Hennig-Kloska przetrwa głosowanie, ale albo po kosztownej politycznie obronie, albo jako minister już wyraźnie osłabiona. Żeby doszło do jej odwołania w Sejmie, potrzeba większego buntu w koalicji, niż na razie da się twardo potwierdzić. To nie znaczy, że jest bezpieczna. To znaczy raczej, że większe jest ryzyko politycznego obicia niż formalnej porażki w samym głosowaniu.