W debacie publicznej regularnie wraca postulat utworzenia publicznego, ogólnodostępnego rejestru polowań indywidualnych, który miałby działać „na żywo”. Choć hasła o powszechnej transparentności brzmią nowocześnie, jest to pomysł, który zamiast poprawić bezpieczeństwo w lasach, wygeneruje zupełnie nowe, skrajne zagrożenia.
Polska ma już system ewidencji i działa on precyzyjnie
W Polsce nikt nie poluje anonimowo. Polowania zbiorowe są z wyprzedzeniem zgłaszane do urzędów gmin i nadleśnictw. Teren jest dodatkowo oznaczony tablicami ostrzegawczymi.
Jeśli chodzi o polowania indywidualne, to każde wyjście w teren wymaga bezwzględnego wpisu do książki ewidencji. Rejestr określa dokładny rewir i godziny przebywania w łowisku. Dane te są na wniosek udostępniane Policji i Straży Leśnej.
Lekcja z Francji. Dlaczego tam pomysł „geolokalizacji” upadł?
W latach 2022–2023 we Francji próbowano przeforsować aplikację rządową, która miała pozwalać spacerowiczom na lokalizowanie myśliwych w terenie w czasie rzeczywistym. Po wielomiesięcznych pracach komisji francuskiego Senatu i przesłuchaniu ponad 170 ekspertów ds. bezpieczeństwa publicznego, z pomysłu publicznego śledzenia pozycji myśliwych całkowicie zrezygnowano. Dlaczego?
1️⃣ Bezpieczeństwo osobiste i ryzyko konfliktów
Upublicznianie dokładnych koordynatów myśliwego w czasie rzeczywistym to podanie gotowej lokalizacji osobom nastawionym konfrontacyjnie. Już teraz w lasach dochodzi do niszczenia ambon czy prób fizycznego blokowania legalnych polowań. Stworzenie publicznej mapy z pozycją osób posiadających broń palną w głębi lasu to prosta droga do eskalacji napięć i bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia.
2️⃣ Iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa
Smartfon w głębi lasu często traci sygnał GSM i GPS. Opieranie bezpieczeństwa na technologii, która w gęstym terenie czasem zawodzi, mija się z celem. System działający z opóźnieniem zamiast informować, wprowadzałby spacerowiczów w błąd, dając im złudne przekonanie, że wybrany rewir jest całkowicie pusty.
3️⃣ Przeniesienie odpowiedzialności prawnej
Publiczny rejestr przewrotnie przerzucałby odpowiedzialność na turystę („nie sprawdziłeś aplikacji, sam jesteś sobie winien”). W polskim prawie odpowiedzialność za bezpieczny strzał (pełne rozpoznanie celu i upewnienie się, że na linii strzału nie ma ludzi), zawsze, bezwzględnie i w 100% spoczywa na myśliwym.
4️⃣ Ochrona prywatności i własności
Gospodarka łowiecka prowadzona jest również na gruntach prywatnych (np. polach uprawnych należących do rolników). Publiczne i powszechne wystawianie informacji o tym, kto i kiedy przebywa na danym gruncie prywatnym, budzi ogromne wątpliwości natury konstytucyjnej.
5️⃣ Ułatwienie działań dla kłusowników
Publiczny rejestr polowań stałby się idealnym informatorem dla przestępców. Kłusownicy zyskaliby precyzyjne narzędzie operacyjne – wiedzieliby dokładnie, w którym rewirze aktualnie przebywa myśliwy, a które fragmenty lasu są całkowicie wolne od kontroli i nadzoru. To dałoby im „zielone światło” do bezkarnego procederu w innych częściach obwodu.
Francja po wielkiej debacie zrozumiała swój błąd. Ich projekt został drastycznie okrojony wyłącznie do cyfrowego mapowania stref dużych polowań zbiorowych (co w Polsce z powodzeniem robimy od lat).
Żądanie publicznej geolokalizacji każdego myśliwego przy wyjściu na polowanie indywidualne nie poprawi bezpieczeństwa. To rozwiązanie fasadowe, które uderzy w gospodarkę łowiecką (utrudniając redukcję szkód rolniczych czy walkę z ASF), a ludzi w terenie narazi na niebezpieczeństwo.
