DOŚĆ POZORÓW.

PZŁ POTRZEBUJE REPREZENTANTÓW MYŚLIWYCH, A NIE REPREZENTANTÓW WŁASNYCH INTERESÓW

W marcu, podczas posiedzenia Naczelnej Rady Łowieckiej, jako Związek Zawodowy “Wspólna Sprawa” apelowaliśmy o rzecz podstawową: ZJEDNOCZENIE ŚRODOWISKA ŁOWIECKIEGO.

Wzywaliśmy Zarząd Główny PZŁ i Naczelną Radę Łowiecką do stworzenia wspólnego frontu obrony polskiego łowiectwa. Do zdecydowanej reakcji na hejt, manipulacje, obrażanie myśliwych i kolejne pomysły pseudoreform przygotowywanych przez ludzi, którzy często nie znają realiów gospodarki łowieckiej.
Minęły miesiące.
I co?
JEST JESZCZE GORZEJ.

Nie powstała żadna poważna, długofalowa strategia obrony łowiectwa. Nie zbudowano profesjonalnego systemu reagowania na kryzysy medialne. Nie ma ofensywnej polityki informacyjnej. Nie ma programu walki z hejtem i dezinformacją.
Jest za to nieustanne gaszenie pożarów.
Ktoś zaatakuje – odpowiadamy.
Ktoś rzuci kolejną propozycję – komentujemy.
Ktoś napisze nieprawdę – wydajemy komunikat.
I tak od kryzysu do kryzysu.
To nie jest strategia. To jest bezradność ubrana w garnitur instytucji.
A GDZIE JEST ŁOWCZY KRAJOWY?
Zdjęcia. Spotkania. Uściski dłoni. „Ważne rozmowy”. Kolejne fotografie i kolejne komunikaty.
Tylko gdzie są EFEKTY?
Gdzie decyzje?
Gdzie program obrony polskiego łowiectwa?
Gdzie wielka kampania pokazująca społeczeństwu prawdziwą pracę myśliwych?
Gdzie profesjonalna odpowiedź na ludzi budujących polityczny kapitał na atakowaniu naszego środowiska?
Jeżeli dochodzi do sytuacji, w której ludzie z Warszawy mają jechać do Czempinia po to, aby obsługiwać medialnie wizytę Łowczego Krajowego i robić zdjęcia, to trzeba wreszcie zapytać:

Czy PZŁ ma promować polskie łowiectwo, czy budować wizerunek jednej osoby?
Myśliwi nie płacą składek po to, żeby finansować politykę wizerunkową działaczy.
Płacą je po to, żeby mieć organizację, która będzie ich BRONIĆ.

GDZIE JEST KOMUNIKACJA PZŁ?
Z Nowego Światu wychodzi komunikat.
Do okręgów przychodzi polecenie:
„WKLEJ”.
I właściwie na tym kończy się wielka machina medialna organizacji liczącej dziesiątki tysięcy ludzi.
Naprawdę?
W XXI wieku?
Przy gigantycznej wojnie informacyjnej wokół łowiectwa?

Zarząd Główny mógłby czasami spojrzeć, jak działa mały związek zawodowy.
Stworzyliśmy Tarczę Prawną, reagujemy na publikacje, kierujemy pisma do redakcji, urzędów i instytucji, bronimy konkretnych ludzi i całego środowiska.
Nie mamy aparatu PZŁ.
Nie mamy jego budżetu.
Nie mamy struktur w całej Polsce.
A jednak można.
Trzeba tylko CHCIEĆ.

RZECZNIK, KTÓRY NIE MOŻE MÓWIĆ, NIE JEST RZECZNIKIEM
PZŁ potrzebuje rzecznika, który po pierwsze zna łowiectwo, po drugie rozumie media, a po trzecie ma odwagę natychmiast stanąć przed kamerą i bronić myśliwych.
Nie kogoś, kto jedynie przedstawia wcześniej uzgodnione stanowisko.
Rzecznik prasowy musi mieć możliwość reagowania TU I TERAZ.
A kiedy z PZŁ pada komunikat w rodzaju:
„my nie jesteśmy przeciwko badaniom myśliwych”
to mamy prawo zapytać:
czyim głosem właściwie mówi dziś Polski Związek Łowiecki?
Myśliwych czy polityków?
PZŁ NIE MOŻE BYĆ POLITYCZNYM FOLWARKIEM
Od dawna zwracamy uwagę, że nadmierne związki władz PZŁ z polityką są dla organizacji śmiertelnie niebezpieczne.
Łowczy Krajowy powinien mieć jedną partię – POLSKICH MYŚLIWYCH.
Jedną koalicję – ŚRODOWISKO ŁOWIECKIE.
I jeden interes – OBRONĘ POLSKIEGO ŁOWIECTWA.

Jeżeli funkcjonowanie władz PZŁ zaczyna być postrzegane przez myśliwych przez pryzmat partyjnych znajomości, stanowisk w radach nadzorczych, programów finansowanych ze środków publicznych czy politycznych zależności, to mamy gigantyczny problem.
Nawet samo powstanie takiego wrażenia niszczy zaufanie do władz Związku.
A bez zaufania nie ma wspólnoty.

ALE NAJWIĘKSZYM ROZCZAROWANIEM JEST NACZELNA RADA ŁOWIECKA

To właśnie NRŁ miała być głosem myśliwych.
Miała patrzeć Zarządowi Głównemu na ręce.
Miała wyznaczać kierunki.
Miała reprezentować ludzi z kół łowieckich, a nie interesy polityczne, personalne czy towarzyskie.
Tymczasem aktywnych członków NRŁ, których naprawdę widać w walce o polskie łowiectwo, możemy policzyć niemal NA PALCACH JEDNEJ RĘKI.
A przecież to Wy dostaliście mandat od środowiska.
Nie po to, żeby siedzieć cicho.
Nie po to, żeby potakiwać.
Nie po to, żeby pilnować własnej pozycji.
Dostaliście mandat, żeby WALCZYĆ O MYŚLIWYCH.
Szczególnie wysokie wymagania mamy wobec Prezydium NRŁ.
Bo im wyższa funkcja, tym większa odpowiedzialność.
Jeżeli dla kogokolwiek ważniejsze od niezależności NRŁ są relacje partyjne, stanowiska, rady nadzorcze, udział w finansowanych programach, dobre relacje z Łowczym Krajowym albo perspektywa kolejnej funkcji – powinien odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
PO CO JESTEM W NACZELNEJ RADZIE ŁOWIECKIEJ?
Dla myśliwych?
Czy dla siebie?

NIE MA NASZEJ ZGODY
Nie ma zgody na traktowanie PZŁ jako trampoliny do kariery.
Nie ma zgody na polityczne uzależnianie organizacji.
Nie ma zgody na milczenie ludzi, którzy zostali wybrani po to, żeby reprezentować myśliwych.
Nie ma zgody na wydawanie pieniędzy myśliwych bez realnych efektów dla naszego środowiska.
Nie ma zgody na organizację, która potrafi świetnie fotografować własne władze, ale nie potrafi skutecznie odpowiedzieć na kolejny atak na swoich członków.

PZŁ TO NIE NOWY ŚWIAT 35.
PZŁ to dziesiątki tysięcy ludzi.
To koła łowieckie.
To rodziny.
To pokolenia tradycji.
To tysiące godzin społecznej pracy.
To gospodarka łowiecka.
To ochrona przyrody.
To odpowiedzialność za zwierzynę.
To nasze pieniądze.
To nasze dobre imię.
DLATEGO DZISIAJ MÓWIMY WPROST
Jeżeli przedstawiciele myśliwych w Naczelnej Radzie Łowieckiej – począwszy od Prezydium – nie potrafią być niezależni, aktywni i bezkompromisowi w obronie środowiska, powinni USTĄPIĆ ZE STANOWISK.
Niech zrobią miejsce ludziom, którzy nie będą oglądali się na partie.
Którzy nie będą pytali, czy mogą zabrać głos.
Którzy nie będą zastanawiali się, komu się narażą.
Którzy nie będą budowali własnych karier na plecach myśliwych.
Potrzebujemy ludzi, którzy w chwili ataku na polskie łowiectwo powiedzą:
„NAJPIERW MYŚLIWI. RESZTA PÓŹNIEJ”.
Panowie Mamoń, Nowak i Krasowski – zacznijcie od siebie.
Dajcie przykład.
Bo mandat otrzymany od myśliwych nie jest nagrodą.
JEST ZOBOWIĄZANIEM.
A kiedy przestaje się to zobowiązanie wykonywać, trzeba mieć odwagę zrobić miejsce tym, którzy będą je wykonywali.
DOŚĆ POZORÓW.
DOŚĆ POLITYKI.
DOŚĆ MILCZENIA.
POLSKI ZWIĄZEK ŁOWIECKI MUSI ZNOWU NALEŻEĆ DO MYŚLIWYCH.
I właśnie o taki Związek będziemy walczyć.
Wspólna Sprawa

Polski Związek Łowiecki
Naczelna Rada Łowiecka