Niedzielny poranek. Miliony ludzi zaczynają dzień od aktywności fizycznej. Jedni idą na siłownię. Inni biegają. Ktoś wsiada na rower. Ktoś inny wybiera basen.
Ale jest też grupa ludzi, która najwyraźniej potrzebuje czegoś więcej. Adrenaliny. Ryzyka. Prawdziwych emocji.
Skoki spadochronowe? Wspinaczka? Motocross? A może słynny bieg z bykami ulicami Pampeluny?
Nie. Spacer po polskim lesie. Najlepiej z koszykiem na grzyby.
Przynajmniej taki obraz można odnieść z części medialnej narracji dotyczącej polowań.
Agnieszka Gozdyra nagrała komentarz w lesie i zakończyła go słowami:
„…w pięknym lesie, w którym na szczęście nie spotkałam myśliwych.”
Na szczęście?
Czyli spacer się udał. Pani redaktor wróciła cała i zdrowa. Myśliwego nie było. Można powiedzieć: MISJA ZAKOŃCZONA SUKCESEM.
Tylko że myśliwy, grzybiarz, spacerowicz i człowiek zbierający jagody nie pojawili się w polskim lesie w 2026 roku. Spotykają się tam od pokoleń.
Jedni zbierają grzyby. Drudzy jagody. Inni spacerują. Myśliwi polują. I jakoś przez te wszystkie lata las nie stał się polską wersją Pampeluny, w której wejście między drzewa wymaga napisania testamentu i pożegnania się z rodziną.
📊 Co więcej, szukając danych o wypadkach łowieckich, nie znaleźliśmy udokumentowanego przypadku, w którym ofiarą śmiertelną legalnego polowania był grzybiarz czy osoba zbierająca jagody.
Nie twierdzimy, że taki przypadek nigdy w historii Polski nie miał miejsca. Twierdzimy coś znacznie prostszego: skoro budujemy obraz śmiertelnego zagrożenia dla ludzi korzystających z lasu, to pokażmy dane, które potwierdzają jego skalę.
Bo ryzyko istnieje praktycznie przy każdej aktywności.
Weźmy bieganie. Duże badanie obejmujące ponad 29 milionów uczestników maratonów i półmaratonów odnotowało 176 przypadków zatrzymania krążenia i 59 zgonów. Około jednego zgonu na pół miliona startujących.
Czy to oznacza, że bieganie jest niebezpieczne? Oczywiście, że nie. Nikt rozsądny nie proponuje zakazania maratonów. Nikt nie mówi po przebiegnięciu półmaratonu: „Na szczęście przeżyłem.”
Akceptujemy bowiem prosty fakt, że życie nie jest pozbawione ryzyka. Można przewrócić się na rowerze. Można mieć wypadek na nartach. Można zasłabnąć podczas biegu. Można zginąć jadąc samochodem.
⚖️ Ale gdy chodzi o myśliwych, zaczyna obowiązywać zupełnie inna matematyka.
Nie trzeba nawet wypadku. Wystarczy możliwość spotkania myśliwego w lesie, żeby samo jego niespotkanie przedstawiać jako szczęście.
I właśnie w ten sposób tworzy się poczucie zagrożenia.
Nie statystyką. Nie liczbą rzeczywistych zdarzeń.
SŁOWEM. SUGESTIĄ. EMOCJĄ.
Grzybiarz i myśliwy przez dziesięciolecia potrafili korzystać z tego samego lasu. Najwyraźniej dopiero teraz ktoś postanowił wytłumaczyć grzybiarzowi, jak wielkie miał przez te wszystkie lata szczęście, że wracał do domu z grzybami.
🎙️ I na koniec pytanie do Agnieszki Gozdyry.
Czy przedstawianie samego spotkania z myśliwym jako czegoś, czego należy się obawiać, jest jeszcze rzetelnym dziennikarstwem opartym na faktach?
Czy może w sporze o łowiectwo granica między relacjonowaniem debaty a opowiedzeniem się po jednej z jej stron została już przekroczona?
Bo dziennikarz ma oczywiście prawo mieć własne poglądy.
Ale odbiorca ma również prawo wiedzieć, kiedy słucha dziennikarza opisującego spór, a kiedy uczestnika tego sporu.
Darzbór 🌿
Agnieszka Gozdyra
Polski Związek Łowiecki
Marcin Możdżonek
Kancelaria Prezydenta RP
