⚖️ TWARZE LEWACTWA

Zanim zaczniemy, chcemy powiedzieć jasno, po co powstał ten tekst. Nie po to, żeby kogokolwiek obrażać. Nie po to, żeby powiedzieć Wam, co macie myśleć o Robercie Maślaku, Michale Suchorze, Zielonych czy ludziach, którzy podpisali obywatelski projekt zmiany Prawa łowieckiego. Chcemy pokazać Wam mechanizm.

Chcemy wziąć konkretne wypowiedzi, liczby, obrazy i wydarzenia, położyć je obok siebie i zobaczyć, co z nich wynika. Pokażemy, jak skomplikowany problem można zamknąć w jednej wygodnej liczbie. Jak anonimowego „znajomego myśliwego” można zamienić w argument. Jak sugestia może zastąpić dowód. Jak obraz może pojawić się wcześniej niż ustalenie faktów. Jak emocja może wyprzedzić odpowiedź na pytanie: „co naprawdę się wydarzyło?”.

Ale pójdziemy krok dalej. Sprawdzimy nie tylko kto mówi i jakich argumentów używa. Sprawdzimy również, do kogo mówi. Do kogo poszli organizatorzy, kiedy potrzebowali 100 tysięcy podpisów. Gdzie szukali ludzi gotowych poprzeć proponowane zmiany. I gdzie, przynajmniej w oficjalnym obrazie tej kampanii, szukali ich znacznie rzadziej.

Bo kiedy ktoś chce zmieniać prawo dotyczące pól, lasów, rolników, właścicieli gruntów, zwierzyny i ludzi mieszkających na wsi, mamy prawo zapytać:

➡️ DLACZEGO PO POPARCIE POSZLIŚCIE WŁAŚNIE TAM?

I dlaczego tak trudno zobaczyć Was tam, gdzie skutki proponowanych zmian będą odczuwane każdego dnia?

Nie chcemy jednak zaczynać od odpowiedzi. Zaczniemy od pytania. Pytania starego jak polityka:

⚖️ CZY CEL UŚWIĘCA ŚRODKI?

Czy przekonanie o słuszności własnej sprawy pozwala wybierać tylko wygodne fakty? Czy pozwala zastępować dowód sugestią? Czy pozwala budować emocję, zanim poznamy sprawcę? Czy pozwala szukać społecznego potwierdzenia przede wszystkim tam, gdzie największa jest szansa usłyszenia odpowiedzi, której oczekujemy?

My mamy swoją odpowiedź. Ale nie chcemy, żebyście nam uwierzyli. Chcemy Wam pokazać materiał. Zdanie po zdaniu. Liczbę po liczbie. Przykład po przykładzie.

A potem odpowiedzcie sobie sami:

📌 CZY TO JESZCZE DEBATA O PRAWIE ŁOWIECKIM, CZY JUŻ METODA BUDOWANIA POLITYCZNEJ OPOWIEŚCI?

Robert Maślak i Michał Suchora. Dwie osoby, z którymi przez ostatnie miesiące wielokrotnie polemizowaliśmy. Zacznijmy jednak inaczej, niż być może się spodziewacie. Nie uważamy ich za ludzi głupich. Wręcz przeciwnie.

Robert Maślak jest naukowcem i nauczycielem akademickim. Ma dorobek, którego nie zamierzamy kwestionować. Doskonale wie, czym jest źródło, metodologia, dowód i możliwość weryfikacji informacji. Michał Suchora sprawnie porusza się w świecie mediów i polityki. Wie, jak działa skrót, sugestia, obraz i odpowiednio dobrane słowo. Dlatego traktujemy ich poważnie. I właśnie dlatego wymagamy od nich więcej. Bo przez ostatnie miesiące obserwowaliśmy coś, co zaczęło układać się w bardzo charakterystyczny schemat.

▪️ 2,95 ZŁ – Sprowadzenie problemu szkód łowieckich do jednej liczby
▪️ „ZNAJOMY MYŚLIWY” – Standardy dowodzenia w nauce a debata publiczna
▪️ MYŚLIWI WINNI KLĘSKI POWSTANIA? – Wykorzystywanie historii w bieżącym sporze
▪️ SUCHORA: A ROLNIK MUSI SIAĆ KUKURYDZĘ? – Polityczna narracja a rzeczywistość wsi
▪️ RYŚ. NAJPIERW EMOCJA – Gra obrazem i emocjami przed ustaleniem faktów
▪️ „MAM INFORMACJE” – Anonimowe źródła i brak weryfikowalnych dowodów
▪️ A O CZYJE PRAWA WŁAŚCIWIE WALCZYCIE? – Ochrona zwierząt czy materiał na polityczny post?
▪️ DLACZEGO WŁAŚNIE MYŚLIWI? – Szukanie łatwego przeciwnika w polityce
▪️ TWARZE JUŻ ZNAMY. TERAZ SPRAWDŹMY, DO KOGO POSZLIŚCIE – Zbiórka podpisów w miastach i brak dialogu z wsią
▪️ I TUTAJ DOCHODZIMY DO BEZPIECZEŃSTWA: 28 OFIAR – Analiza wypadków i pomysł profesjonalizacji łowiectwa
▪️ A MOŻE ZAWODOWI KIEROWCY? – Absurd oddawania ryzyka wyłącznie zawodowcom
▪️ PAŃSTWO, KTÓRE ZAOPIEKUJE SIĘ NAMI WSZYSTKIMI – Granice oddawania wolności za obietnicę bezpieczeństwa
▪️ PODSUMOWANIE: TWARZE LEWACTWA – Weryfikacja argumentów i pytania o metody działania

📊 2,95 ZŁ

Robert Maślak potrafił sprowadzić problem szkód łowieckich do niespełna 3 zł za kilogram produktu rolnego. Efektowne. Tylko że rolnik nie żyje z ceny kilograma odczytanej z tabelki. Kupuje materiał siewny. Nawozi. Chroni uprawę. Zużywa paliwo. Używa maszyn. Pracuje. Ryzykuje pogodą. Skomplikowany problem gospodarczy został sprowadzony do jednej wygodnej liczby.

🔎 „ZNAJOMY MYŚLIWY”

Potem pojawił się znajomy myśliwy. I sonda przeprowadzona przez myśliwego ponad 22 lata temu, przywoływana jako argument w dzisiejszej debacie. Tyle że nie zobaczyliśmy metodologii. Nie poznaliśmy próby. Nie poznaliśmy pytań. Nie zobaczyliśmy pełnych wyników.

Nauczyciel akademicki doskonale wie, ile wart byłby na uczelni argument: „Tak powiedział mi znajomy”. Dlatego nie odmawiamy Robertowi Maślakowi wiedzy. Przeciwnie. Pytamy: skoro zna Pan standard dowodzenia w nauce, dlaczego w debacie publicznej miałby obowiązywać standard niższy?

📚 MYŚLIWI WINNI KLĘSKI POWSTANIA?

Był jednak przykład jeszcze bardziej niezwykły. Powstanie Styczniowe. Robert Maślak postawił tezę wiążącą klęskę tego zrywu z oparciem go na myśliwych.

Zatrzymajmy się przy ciężarze takiego twierdzenia. Mówimy o jednym z najważniejszych polskich zrywów niepodległościowych. O walce z Imperium Rosyjskim. O egzekucjach. Syberii. Konfiskatach majątków. Tysiącach ludzi, którzy zapłacili za próbę odzyskania niepodległości. I nagle do współczesnego sporu o łowiectwo zostaje wciągnięte Powstanie Styczniowe.

Dlatego zastosujemy wobec nauczyciela akademickiego dokładnie ten standard, którego sam zapewne wymaga od swoich studentów: postawił Pan tezę, prosimy o źródła.

Którzy historycy wskazują oparcie Powstania Styczniowego na myśliwych jako przyczynę jego klęski? Jakie dokumenty pozwalają zbudować taki związek przyczynowo-skutkowy?

Bo jeśli takich podstaw nie ma, pozostaje pytanie: czy historia polskiego zrywu niepodległościowego została wykorzystana tylko po to, żeby dopisać kolejny punkt do współczesnego aktu oskarżenia przeciwko myśliwym?

🌾 SUCHORA: A ROLNIK MUSI SIAĆ KUKURYDZĘ?

Michał Suchora stosuje inną metodę. Rolnicy mają szkody w kukurydzy? Można przecież powiedzieć, że nie muszą jej siać. Proste. Szczególnie kiedy samemu nie stoi się na polu.

Rolnik nie wybiera jednak upraw według tego, co akurat pasuje do politycznej narracji kogoś z Warszawy. Prowadzi gospodarstwo. Liczy. Inwestuje. Ryzykuje. Utrzymuje z tego rodzinę.

Dlatego kiedy ktoś chce zmieniać zasady dotyczące gospodarowania na polskiej wsi, będziemy również pytali: kto dał mu mandat, żeby mówić w jej imieniu?

⚠️ RYŚ. NAJPIERW EMOCJA

Potem był zastrzelony ryś. Nie znaliśmy sprawcy. Nie wiedzieliśmy, czy był myśliwym. Nie wiedzieliśmy, czy posiadał legalną broń. Z naszych sprawdzeń wynikało, że w tym miejscu nie odbywało się zgłoszone polowanie.

Ale obraz był już gotowy. Ryś. Celownik. Myśliwi.

Emocja pojawiła się wcześniej niż odpowiedź na podstawowe pytanie: kto strzelał?

🔎 „MAM INFORMACJE”

Michał Suchora mówił również o informacjach dotyczących myśliwych, którzy mają kłusować. Kłusownictwo może być przestępstwem. Jeżeli więc posiada się konkretne informacje o takich czynach, pytanie jest banalnie proste: co z nimi zrobiono?

Policja? Prokuratura? Państwowa Straż Łowiecka?

Czy „mam informacje” pozostanie wyłącznie efektownym zdaniem używanym podczas publicznej debaty?

I wtedy historie Maślaka i Suchory zaczynają wyglądać podobnie. „Znajomy myśliwy”. „Myśliwi do mnie piszą”. „Mam informacje”. Sonda, której nie możemy sprawdzić. Anonimowi rozmówcy. Anonimowe listy.

Nie twierdzimy, że ci ludzie nie istnieją. Pytamy: jak społeczeństwo ma zweryfikować argument, którego podstawą jest człowiek bez nazwiska, badanie bez metodologii albo informacja bez źródła?

⚖️ A O CZYJE PRAWA WŁAŚCIWIE WALCZYCIE?

Obaj budujecie swoją publiczną działalność również wokół ochrony zwierząt. Występujecie jako ich obrońcy. Mówicie o krzywdzie zwierząt. O kłusownictwie. O nieprawidłowościach w łowiectwie.

Dobrze. Tylko że z takiej deklaracji wynika również odpowiedzialność.

Jeżeli rzeczywiście otrzymujecie od myśliwych konkretne informacje o przypadkach kłusownictwa, jeżeli znacie przypadki łamania prawa, jeżeli posiadacie wiedzę pozwalającą wskazać potencjalnych sprawców, to przestaje być materiał do politycznego posta. To może być informacja o przestępstwie.

I wtedy zwierzę nie potrzebuje kolejnego wpisu na Facebooku. Nie potrzebuje zasięgu. Nie potrzebuje konferencji.

➡️ Potrzebuje działania. Zawiadomienia odpowiednich organów. Ustalenia sprawcy. Zabezpieczenia dowodów. A jeżeli doszło do przestępstwa, pociągnięcia winnego do odpowiedzialności.

Dlatego pytamy:

📌 CO ZROBILIŚCIE Z INFORMACJAMI O KŁUSOWNICTWIE, KTÓRE, JAK TWIERDZICIE, DO WAS TRAFIAJĄ?

Jeżeli zostały zgłoszone odpowiednim organom, bardzo dobrze. W tej sprawie będziemy po tej samej stronie. Ale jeżeli informacje były konkretne i nie zostały zgłoszone, chcemy wiedzieć dlaczego.

Jeżeli wiedzieliście o możliwym przestępstwie przeciwko zwierzęciu i poprzestaliście na wykorzystaniu tej informacji w publicznej walce z myśliwymi, to o czyje prawa właściwie walczycie?

Obrona zwierząt nie polega na tym, żeby potencjalnego kłusownika zamienić w argument polityczny. Polega na tym, żeby zrobić wszystko, co zgodne z prawem, aby nie skrzywdził następnego zwierzęcia.

I tutaj możecie zawieść nie nas. Możecie zawieść własnych sympatyków. Ludzi, którzy wierzą, że kiedy mówicie „ochrona zwierząt”, to właśnie zwierzę jest na pierwszym miejscu.

Dlatego pokażcie, że tak jest. Jeżeli macie konkretne informacje, powiedzcie, czy zostały zgłoszone. Jeżeli nie, wyjaśnijcie dlaczego.

Bo wtedy pojawia się jeszcze bardziej niewygodne pytanie: czy zwierzę jest tutaj podmiotem, którego się broni, czy również narzędziem służącym do budowania narracji?

➡️ DLACZEGO WŁAŚNIE MYŚLIWI?

I tutaj przestaje to być opowieść wyłącznie o Maślaku i Suchorze. Bo walka ze zmianami klimatycznymi jest trudna. Susza jest trudna. Retencja jest trudna. Transformacja energetyczna jest trudna. Bezpieczeństwo żywnościowe jest trudne.

Trzeba zaproponować rozwiązania. Policzyć ich koszty. A potem odpowiedzieć na najbardziej niewygodne pytanie: kto za to zapłaci?

Ze zmianą klimatu jest jeszcze jeden problem. Trudno zrobić jej zdjęcie. Zmiana klimatu nie nosi kapelusza. Nie trzyma sztucera. Nie siedzi na ambonie.

Myśliwy ma twarz.

Można postawić obok niego martwego rysia. Nałożyć celownik. Pokazać broń. Opowiedzieć o dzieciach na polowaniu. Przywołać anonimowego informatora. Można nawet sięgnąć do Powstania Styczniowego.

I natychmiast mamy coś niezwykle cennego we współczesnej polityce: EMOCJĘ.

Emocja daje uwagę. Uwaga daje zasięg. Zasięg może dawać poparcie. A żeby zmieniać Polskę z ław sejmowych, najpierw trzeba przekonać Polaków, żeby oddali na kogoś głos.

Nie twierdzimy, że znamy polityczne plany Roberta Maślaka czy Michała Suchory. Nie siedzimy w ich głowach. Pytamy natomiast: czy walka z łowiectwem nie jest po prostu politycznie łatwiejsza od rozwiązywania znacznie trudniejszych problemów?

📍 TWARZE JUŻ ZNAMY. TERAZ SPRAWDŹMY, DO KOGO POSZLIŚCIE.

I tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza. Bo kiedy przyszło zebrać podpisy pod obywatelskim projektem zmieniającym Prawo łowieckie, trzeba było znaleźć ludzi gotowych powiedzieć: „Tak. Popieram”.

Nie wiemy, kim byli ludzie, którzy podpisali projekt. Nie znamy ich poglądów politycznych. Nie wiemy, gdzie mieszkają. Nie wiemy, ilu było mieszkańców miast, a ilu mieszkańców wsi. I nie będziemy tego wymyślać.

Ale wiemy coś innego.

📌 WIEMY, GDZIE ORGANIZATORZY POSZLI SZUKAĆ POPARCIA.

Biura Zielonych. Biuro Lewicy. Biuro poselskie Klaudii Jachiry. KOD. Akcja Demokracja. Organizacje prozwierzęce. Lokale wegańskie. Kawiarnie. Księgarnie. Teatry.

A poza stałymi punktami również festiwale i wydarzenia: Open’er. Pol’and’Rock. Festiwal Góry Literatury. Green Festival. Parada Równości. Campus Polska.

Oczywiście były również miejsca neutralne. Były punkty usługowe, kancelaria, przychodnia weterynaryjna, sklep, a nawet prywatny dom. Każdy mógł też pobrać kartę i samodzielnie zbierać podpisy.

Nie będziemy więc mówić, że wszyscy podpisujący należeli do jednego środowiska. Bo tego nie wiemy.

Ale możemy zapytać:

➡️ DO KOGO POSZLIŚCIE PO POPARCIE?

A zaraz potem zadać pytanie jeszcze ciekawsze:

➡️ A DLACZEGO NIE POSZLIŚCIE NA WIEŚ?

Chcecie zmieniać Prawo łowieckie. Prawo dotyczące gospodarki prowadzonej na milionach hektarów pól i lasów. Prawo bezpośrednio związane ze szkodami w uprawach, populacjami zwierząt, produkcją rolną, właścicielami gruntów i ludźmi, którzy obok zwierzyny żyją przez 365 dni w roku.

Dlaczego więc w komunikacji Waszej kampanii tak łatwo znaleźć Campus Polska, Paradę Równości, festiwal, teatr, księgarnię czy lokal wegański?

A znacznie trudniej znaleźć Was stojących przed wiejskim sklepem i pytających rolnika: „Czy chce Pan, żebyśmy właśnie w taki sposób zmienili Prawo łowieckie?”

Dlaczego nie pojechaliście tam, gdzie dziki wychodzą w kukurydzę? Dlaczego nie stanęliście przed skupem zboża? Dlaczego nie poszliście na targ rolny? Dlaczego nie zapytaliście ludzi, którzy rano wychodzą na pole i oglądają szkody?

Ludzi, którzy doskonale wiedzą, że 2,95 zł za kilogram nie opisuje kosztu prowadzenia gospodarstwa.

Nie twierdzimy, że polska wieś nie popiera tego projektu. Nie wiemy tego. I właśnie dlatego pytamy.

Skoro chcecie zmieniać zasady funkcjonowania polskiej wsi, dlaczego po społeczne poparcie tak chętnie poszliście do środowisk, które już wcześniej były bliskie Waszej narracji?

I tutaj pojawia się pewien paradoks.

Człowiek spotkany na Campusie Polska, w centrum Warszawy czy w miejskiej kawiarni może szybciej zetknąć się na chodniku z rozpędzoną hulajnogą niż podczas spaceru w lesie z myśliwym wykonującym polowanie.

A mimo to właśnie jego przekonuje się obrazem zagrożenia. Myśliwy. Broń. 150 metrów. Dom. Dziecko. Emocja jest czytelna.

Tylko gdzie w tej opowieści jest człowiek, który mieszka tam, gdzie łowiectwo rzeczywiście się odbywa?

📌 GDZIE JEST ROLNIK?

Gdzie jest właściciel pola? Gdzie jest sadownik? Gdzie są mieszkańcy małych miejscowości otoczonych lasami i uprawami?

Dlatego nie pytamy: KTO PODPISAŁ?

Pytamy: DO KOGO POSZLIŚCIE, ŻEBY PODPISAŁ?

Bo jeżeli po odpowiedź idziemy przede wszystkim tam, gdzie spodziewamy się usłyszeć „tak”, otrzymujemy bardzo ważną informację o skuteczności mobilizacji własnego środowiska. Ale jeszcze nie odpowiedź na pytanie, czego chce Polska.

A już szczególnie nie odpowiedź na pytanie:

➡️ CZEGO CHCE POLSKA WIEŚ?

Kiedy więc po zakończeniu zbiórki usłyszymy: „Zebraliśmy ponad 100 tysięcy podpisów. Polacy chcą zmian”, odpowiemy: 100 tysięcy podpisów dowodzi, że 100 tysięcy osób podpisało projekt.

To ważne. To daje konstytucyjne prawo wniesienia obywatelskiego projektu ustawy. Ale to nie jest sondaż. To nie jest reprezentatywne badanie opinii publicznej. I nie jest odpowiedzią na pytanie, czego chce całe społeczeństwo.

📊 I TUTAJ DOCHODZIMY DO BEZPIECZEŃSTWA: 28 OFIAR

W analizowanym przez nas okresie naliczyliśmy 28 śmiertelnych wypadków myśliwych i z ich udziałem. Dużo? Tak. Bo nie istnieje coś takiego jak „tylko 28 ofiar”.

Za każdą liczbą stoi człowiek. Rodzina. Tragedia.

Każdy taki wypadek powinien zostać przeanalizowany. Jeżeli możemy poprawić bezpieczeństwo przez lepsze szkolenie, przestrzeganie zasad bezpiecznego strzału, znajomość terenu, właściwą organizację polowania i wyciąganie wniosków z wcześniejszych zdarzeń, róbmy to.

Ale pojawia się również pomysł: oddajmy łowiectwo zawodowcom. Profesjonalni myśliwi. Przeszkoleni. Badani. Kontrolowani. Państwo zatrudni odpowiednich ludzi. I będziemy bezpieczniejsi.

Brzmi rozsądnie? To zastosujmy tę samą logikę gdzie indziej.

🚘 A MOŻE ZAWODOWI KIEROWCY?

Na polskich drogach każdego roku giną ludzie. Nie pojedyncze osoby w ciągu dekady. Tysiące w skali kilku lat.

Skoro więc odpowiedzią na ryzyko ma być profesjonalizacja, dlaczego powierzamy samochody milionom zwykłych obywateli?

Przecież rozwiązanie jest proste.

➡️ ZLIKWIDUJMY AMATORSKICH KIEROWCÓW.

Do pracy? Zawiezie zawodowiec. Dziecko do szkoły? Zawodowiec. Zakupy? Zawodowiec. Do lekarza? Zawodowiec. Na wakacje? Zawodowiec.

Będzie przeszkolony. Regularnie badany. Kontrolowany. Sprawdzany. Państwo będzie mogło nadzorować cały system. Dla naszego bezpieczeństwa.

Absurd? Oczywiście.

Ale dlaczego? Przecież argument jest dokładnie ten sam: ludzie giną, więc oddajmy niebezpieczną czynność zawodowcom.

Tyle że tym razem nie ograniczalibyśmy swobody stu kilkudziesięciu tysięcy myśliwych. Dotknęlibyśmy milionów Polaków. I nagle zaczęlibyśmy mówić o wolności. O prawach obywatelskich. O proporcjonalności ograniczeń. O kosztach. I słusznie.

Ale zróbmy jeszcze jeden eksperyment. Załóżmy, że wszyscy oddaliśmy kluczyki.

Za kierownicami siedzą wyłącznie zawodowcy. Przeszkoleni. Przebadani. Kontrolowani.

Czy właśnie wyeliminowaliśmy śmiertelne wypadki drogowe? Nie.

Bo zawodowy kierowca nadal jest człowiekiem. Może popełnić błąd. Tak samo jak zawodowy myśliwy.

Profesjonalizacja może zmienić system. Może zwiększyć kontrolę. Może również kosztować podatnika ogromne pieniądze. Ale nie daje gwarancji nieomylności.

⚖️ PAŃSTWO, KTÓRE ZAOPIEKUJE SIĘ NAMI WSZYSTKIMI

I tutaj dochodzimy do pytania znacznie większego niż łowiectwo.

Ile wolności jesteśmy gotowi oddać państwu w zamian za obietnicę bezpieczeństwa?

Bo państwo może ograniczać kolejne ryzyka. Zakazami. Nakazami. Badaniami. Licencjami. Rejestrami. Kontrolami. Może coraz bardziej ograniczać obywatelowi możliwość samodzielnego podejmowania decyzji.

Tylko nawet najbardziej opiekuńcze państwo nie stworzy świata, w którym człowiek przestanie popełniać błędy.

📌 WYPADKI BYŁY. WYPADKI SĄ. I WYPADKI BĘDĄ.

Nie oznacza to zgody na nie. Oznacza coś zupełnie przeciwnego. Analizujmy przyczyny. Szkolmy. Egzekwujmy przepisy. Korzystajmy z technologii. Wyciągajmy wnioski. Poprawiajmy bezpieczeństwo.

Ale zanim w imię bezpieczeństwa odbierzemy obywatelowi kolejną część wolności, odpowiedzmy na dwa pytania:

➡️ O ILE KONKRETNIE PROPONOWANE OGRANICZENIE ZMNIEJSZY RYZYKO?

➡️ KTÓRYM KONKRETNIE TRAGEDIOM BY ZAPOBIEGŁO?

Jeżeli potrafimy to wykazać, rozmawiajmy. Jeżeli nie, nie sprzedawajmy ludziom obietnicy bezpieczeństwa, której żadna ustawa nie może zagwarantować.

⚖️ TWARZE LEWACTWA

I dlatego wracamy do Roberta Maślaka i Michała Suchory.

Panowie, jesteście inteligentnymi ludźmi. Piszemy to bez ironii. Nie będziemy Was obrażać. Nie będziemy odmawiać Wam prawa do innych poglądów. Nie będziemy nawet odmawiać Wam prawa do walki o świat, który uważacie za lepszy.

Ale skoro chcecie zmieniać prawo dotyczące naszej ziemi, naszych gospodarstw, naszych lasów i naszej odpowiedzialności, będziemy sprawdzali Wasze argumenty.

Zdanie po zdaniu. Dokument po dokumencie. Liczbę po liczbie.

I będziemy zadawali również pytania niewygodne.

▪️ Jeżeli bronicie zwierząt, pokażcie, co robicie, kiedy otrzymujecie informację o człowieku, który może je krzywdzić.

▪️ Jeżeli bronicie rolników, słuchajcie ich, zanim zaczniecie mówić im, czego nie powinni siać.

▪️ Jeżeli powołujecie się na naukę, stosujcie jej standardy również wtedy, gdy niewygodny jest wynik.

▪️ Jeżeli chcecie zwiększać bezpieczeństwo, pokażcie, którym konkretnie tragediom proponowane przez Was rozwiązania zapobiegną.

▪️ Jeżeli chcecie zmieniać Prawo łowieckie, pokażcie również, że zapytaliście o zdanie ludzi, którzy żyją tam, gdzie to prawo działa każdego dnia.

A jeżeli chcecie zmieniać cały system, odpowiedzcie:

📌 KTO ZA TO ZAPŁACI?

Bo można być głęboko przekonanym o słuszności własnego celu. Pozostaje pytanie stare jak polityka:

⚖️ CZY CEL UŚWIĘCA ŚRODKI?

My odpowiadamy: nie, jeżeli środkiem staje się manipulacja faktami, gra na emocjach albo zastępowanie dowodu sugestią.

Dlatego nie pytamy Polaków:

CZY LUBICIE MYŚLIWYCH?

Pytamy o coś znacznie ważniejszego:

➡️ CZY CHCECIE, ŻEBY W TEN SPOSÓB BUDOWANO POPARCIE I ZMIENIANO W POLSCE PRAWO?

Bo dzisiaj wygodnym przeciwnikiem może być myśliwy. Jutro rolnik. Hodowca. Leśnik. Kierowca. Albo każdy, którego sposób życia nie będzie pasował do aktualnej politycznej opowieści.

📌 TWARZE LEWACTWA.

Nie będziemy opowiadać, kim są.

Będziemy pokazywać, jakich metod używają.