💰 „2,95 zł – tyle rocznie musiałby zapłacić każdy z nas, aby pokryć tzw. szkody łowieckie”. Taką informację publikuje Robert Maślak.
Gdyby podobną grafikę zamieścił przypadkowy użytkownik Facebooka, można byłoby wzruszyć ramionami. Nie każdy musi wiedzieć, jak funkcjonuje system szacowania i wypłacania odszkodowań za szkody wyrządzane przez zwierzynę.
Tylko że Robert Maślak przypadkową osobą nie jest. Zoolog. Adiunkt na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Autor ponad 100 publikacji i ekspertyz. Człowiek nauki, wykładowca, osoba regularnie zabierająca głos w debacie publicznej i korzystająca przy tym z autorytetu, jaki daje dorobek naukowy.
🎓 Dlatego od takiej osoby mamy prawo oczekiwać więcej. Przede wszystkim rzetelności w posługiwaniu się danymi.
📊 Szkody to nie tylko wypłacone odszkodowania
Szkody wyrządzane przez zwierzynę to nie tylko kwota odszkodowania, która ostatecznie trafia na konto rolnika. Żeby odszkodowanie zostało wypłacone, ktoś musi przyjąć zgłoszenie, pojechać na pole, dokonać oględzin, później oszacować szkodę, sporządzić dokumentację, a nierzadko pojawić się na miejscu więcej niż raz. I nadal nie policzyliśmy wszystkiego.
Koła łowieckie ponoszą również wydatki związane z zapobieganiem szkodom – zabezpieczaniem upraw, materiałami, urządzeniami, paliwem i dojazdami. Do tego dochodzą setki godzin pracy wykonywanej przez myśliwych.
⚠️ I tu właśnie zaczyna się problem z efektownym 2,95 zł.
Jeżeli – jak wynika z przekazu Roberta Maślaka – ciężar finansowania szkód miałoby przejąć państwo, to nie wystarczy po prostu przelać rolnikom dzisiejszych odszkodowań z innego konta. Państwo musiałoby przejąć cały system.
Ktoś nadal musiałby przyjmować zgłoszenia. Ktoś jechać na pola. Ktoś wykonywać oględziny i szacowania. Ktoś sporządzać dokumentację. Ktoś zajmować się zabezpieczaniem upraw. Potrzebne byłyby samochody, paliwo, materiały, sprzęt i administracja.
Tyle że za znaczną część pracy wykonywanej dzisiaj społecznie przez myśliwych państwo musiałoby już komuś zapłacić. Czyli stworzyć lub rozbudować aparat administracyjny i finansować z pieniędzy podatników pracę, którą obecnie wykonują członkowie kół łowieckich, poświęcając swój czas i wykorzystując również własne środki.
💸 I wtedy owe 2,95 zł zaczyna wyglądać trochę mniej efektownie.
Bo wraz z przeniesieniem odpowiedzialności na państwo:
➡️ nie znikają szkody,
➡️ nie znikają oględziny,
➡️ nie znika szacowanie,
➡️ nie znika dokumentacja,
➡️ nie znika paliwo,
➡️ nie znikają samochody i zabezpieczenia upraw,
➡️ nie znika ludzka praca.
Zmienia się tylko ten, kto za to wszystko płaci. A państwo nie ma przecież własnych pieniędzy. Ma pieniądze podatników.
🔎 I teraz dochodzimy do najciekawszej części
Trudno zarzucić doktorowi nauk biologicznych brak umiejętności analitycznego myślenia. Jeszcze trudniej podejrzewać adiunkta uniwersytetu i autora ponad stu publikacji oraz ekspertyz o problemy z podstawowym dodawaniem. A już zupełnie nie wypada zakładać, że pracownik naukowy nie wie, iż zanim przedstawi społeczeństwu efektowny wynik, powinien najpierw ustalić, co właściwie policzył i czego w tym rachunku zabrakło.
Dlatego, Panie Doktorze, nie będziemy kwestionować Pańskich 2,95 zł. Przeciwnie. Zostańmy właśnie przy tej liczbie. Bo mówi o tym poście znacznie więcej, niż prawdopodobnie miała powiedzieć.
🔬 Od naukowca nie oczekujemy nieomylności. Oczekujemy jednak standardów, których nauka wymaga: źródła, metodologii, kompletnych danych i wniosków wynikających z liczb – a nie liczb dobranych do wniosku.
🧮 Panie Doktorze, skoro już Pan podzielił, szkoda tylko, że wcześniej Pan wszystkiego nie dodał.
Darzbór🌿
