Czy wyobrażacie sobie, że macie stanąć oko w oko z rozjuszonym niedźwiedziem, mając w ręku… gumowe kule i słoik miodu na pocieszenie? Brzmi jak ponury żart? Niestety, to rzeczywistość, którą próbuje nam zafundować Ministerstwo Klimatu i Środowiska w nowym projekcie ustawy!
Wiceprzewodniczący, Paweł Budzyński, w imieniu Związek zawodowy Wspólna Sprawa, podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, bez ogródek wypunktował tę urzędniczą fikcję. ![]()
Co nam szykują?
AMATORSZCZYZNA: Projekt jest kompletnie nieprzygotowany. Nikt nie zapytał o zdanie praktyków, nikt nie skonsultował się z PZŁ. Myśliwi mają “wykonywać czynności”, o których urzędnicy nie mają pojęcia.
BIUROKRACJA ZAMIAST BEZPIECZEŃSTWA: Chcą, aby rolnik na Podkarpaciu czekał 30 DNI na decyzję administracyjną, podczas gdy niedźwiedź niszczy mu gospodarstwo. Czy “misiek” też będzie czekał miesiąc na podpis urzędnika?
RYZYKO ŻYCIA: Myśliwy wysłany do płoszenia drapieżnika bez realnego zabezpieczenia to proszenie się o tragedię. Jak celnie ujął to Paweł Budzyński: „To jest strategia zarządzania populacją myśliwych poprzez karmienie nimi niedźwiedzi!”
BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI: Kto zapłaci za zniszczone mienie i straty w rolnictwie, gdy spłoszone zwierzę wpadnie w furię? Na to pytanie w Sejmie zapadła głucha cisza…
Związek Zawodowy „Wspólna Sprawa” mówi stanowcze NIE!
Nie pozwolimy, aby myśliwi byli wykorzystywani jako darmowa i narażająca życie siła robocza do łatania dziur w absurdalnych przepisach. Nie zgadzamy się na robienie z nas „mięsa armatniego” dla politycznych gier!
Obejrzyjcie to wystąpienie – to głos rozsądku w morzu ideologicznego szaleństwa.
