To bardzo wygodna opowieść.
Zwierzyna w stanie wolnym stanowi własność Skarbu Państwa. Myśliwy strzela dzika. Koło sprzedaje tuszę. Przy odstrzale sanitarnym pojawiają się jeszcze pieniądze. Gotowe – interes życia.
Tyle że w tej opowieści pokazuje się jeden element układanki, a pomija cały mechanizm, w którym ten element funkcjonuje. Jeżeli chcemy rozmawiać o tym, co system łowiecki otrzymuje, trzeba również powiedzieć, jakie obowiązki zostały na niego nałożone, kto je wykonuje i kto ponosi związane z nimi koszty.
O czym przeczytasz w tym artykule:
– Czym naprawde jest łowiectwo? – Dlaczego sprowadzanie go wyłącznie do „płatności za strzał” mija się z prawem i rzeczywistością.
– Kto płaci za zwierzynę i obwody? – Jak wygląda własność zwierzyny, opłaty za tenutę dzierżawną oraz gigantyczne koszty i obowiązek odszkodowań dla rolników.
– Kontrakt z państwem, a nie „przywileje” – Dlaczego prawa myśliwych są ściśle powiązane z obowiązkami i dlaczego żaden myśliwy nie ustala sobie planu sam.
– ASF i rzekomy „biznes na chorobie” – Kto naprawdę decyduje o odstrzale sanitarnym, jak wygląda rozliczenie 350 zł i dlaczego zarzut o przedłużaniu epidemii nie ma podstaw.
– Polowania dewizowe i budżet koła – Czy polowania komercyjne oznaczają nadprogramowy odstrzał i co się stanie z rachunkami, gdyby ich zakazać?
– Całościowy bilans systemu – Dlaczego nie da się zmienić modelu łowieckiego wykreślając z niego tylko pozycje po stronie przychodów.
Czym właściwie jest łowiectwo?
W debacie publicznej łowiectwo bardzo często sprowadza się do jednego momentu – strzału. Tymczasem Prawo łowieckie opisuje system znacznie szerzej. Łowiectwo jest elementem ochrony środowiska przyrodniczego i obejmuje ochronę zwierząt łownych oraz gospodarowanie ich zasobami zgodnie z zasadami ekologii i racjonalnej gospodarki rolnej, leśnej i rybackiej.
Pozyskanie zwierzyny jest tylko jednym z elementów tej gospodarki. Dlatego model: „państwowe zwierzę → strzał → pieniądze” jest efektowny, ale z rzeczywistym modelem polskiego łowiectwa ma niewiele wspólnego.
Zwierzyna państwa? Tak. Ale to nie cały obraz
Zwierzyna w stanie wolnym rzeczywiście stanowi własność Skarbu Państwa. Prawo określa jednak również, co dzieje się z nią po legalnym pozyskaniu. Zwierzyna pozyskana zgodnie z prawem w obwodzie łowieckim staje się własnością dzierżawcy albo zarządcy tego obwodu.
Koło nie zabiera więc dowolnie majątku Skarbu Państwa. To ustawodawca określił zarówno własność zwierzyny w stanie wolnym, jak i moment, w którym legalnie pozyskana zwierzyna staje się własnością dzierżawcy lub zarządcy obwodu.
Sprzedaż tuszy nie jest luką w systemie ani prezentem dla myśliwych. Jest częścią modelu stworzonego przez ustawodawcę.
Za obwód również trzeba zapłacić
Koła łowieckie nie otrzymują obwodów za darmo. Dzierżawią je i płacą czynsz dzierżawny, potocznie określany jako tenuta dzierżawna. Do tego dochodzą koszty prowadzenia gospodarki łowieckiej: zagospodarowanie obwodów, urządzenia łowieckie, zapobieganie szkodom, zabezpieczanie upraw czy infrastruktura.
Myśliwi pilnują pól, pełnią dyżury, jeżdżą własnymi samochodami, zużywają paliwo, kupują broń, optykę, amunicję i pozostały sprzęt. A kiedy zwierzyna wyrządzi szkody w uprawach i płodach rolnych, ustawowy obowiązek wypłaty odszkodowań spoczywa na dzierżawcy albo zarządcy obwodu.
To wszystko jest częścią tego samego systemu, z którego tak chętnie wyjmuje się wyłącznie wartość sprzedanej tuszy.
To nie przywileje. To ustawowo określony model
Często słyszymy o „przywilejach myśliwych”. Tyle że słowo „przywilej” wygodnie oddziela prawa od obowiązków. Tutaj jedno jest powiązane z drugim.
Można potraktować ten model jako swoisty ustawowy kontrakt pomiędzy państwem a systemem łowieckim:
– Państwo zachowuje własność zwierzyny w stanie wolnym.
– Koła dzierżawią obwody i za nie płacą, prowadzą gospodarkę łowiecką, realizują plany, ograniczają szkody, wypłacają należne odszkodowania i ponoszą koszty funkcjonowania obwodów.
– Prawo określa natomiast zasady pozyskiwania zwierzyny oraz dysponowania legalnie pozyskanymi tuszami.
To system wzajemnie powiązanych praw, obowiązków, kosztów i odpowiedzialności.
Myśliwy nie ustala sobie planu
Polski model łowiectwa jest modelem planowym. Gospodarka łowiecka prowadzona jest na podstawie rocznych planów łowieckich oraz wieloletnich łowieckich planów hodowlanych.
Pojedynczy myśliwy nie może więc zdecydować: „W tym roku chcę strzelić dziesięć jeleni, dwadzieścia saren i pięćdziesiąt dzików”.
Plan podlega określonej prawem procedurze, opiniowaniu i zatwierdzeniu. Pozyskanie jest elementem zarządzania populacjami, a nie prywatną decyzją właściciela strzelby. Przy odstrzale sanitarnym swoboda działania jest jeszcze mniejsza.
ASF. Tutaj narracja idzie jeszcze dalej
Przy afrykańskim pomorze świń pojawia się zarzut: „Myśliwym ASF jest na rękę, bo na nim zarabiają”. To już nie jest krytyka modelu. To sugestia, że myśliwi mają finansowy interes w przedłużaniu choroby.
Sprawdźmy więc mechanizm.
Zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt należy do zadań państwa. Jednym ze stosowanych narzędzi może być odstrzał sanitarny dzików. Tyle że myśliwi:
– nie decydują o jego wprowadzeniu,
– nie określają jego skali,
– nie wyznaczają obszaru,
– nie określają czasu jego obowiązywania,
– nie tworzą strategii zwalczania ASF.
Realizują nałożony obowiązek. Co więcej, niewykonywanie nakazu odstrzału sanitarnego z przyczyn leżących po stronie dzierżawcy może prowadzić do wypowiedzenia umowy dzierżawy obwodu łowieckiego.
Państwo określa zadanie i jego skalę, nakłada obowiązek wykonania, a za jego niewykonanie przewiduje sankcję. To ma być dobrowolny „biznes na ASF”?
Znacznie trafniej powiedzieć, że myśliwi są wykonawcami jednego z narzędzi zastosowanych przez państwo w zwalczaniu ASF.
Na końcu urzędowego łańcucha stoi człowiek
Rozporządzenie można podpisać przy biurku. Liczbę dzików można wpisać do dokumentu. Ale od samego dokumentu żaden dzik nie zostanie odstrzelony.
Ktoś musi wsiąść do samochodu, pojechać w łowisko – często nocą – spędzić tam kilka godzin, czasem wrócić bez oddania strzału i pojechać ponownie. Własny samochód. Własne paliwo. Własna broń. Własna optyka. Własna amunicja. Własny czas. Tym kimś jest myśliwy.
Dopiero teraz porozmawiajmy o pieniądzach.
Od 18 marca 2026 roku zryczałtowany zwrot kosztów za dzika odstrzelonego w ramach odstrzału sanitarnego wynosi 350 zł. Ale 350 zł nie trafia do myśliwego:
– 40 procent – 140 zł – przypada myśliwemu wykonującemu odstrzał sanitarny.
– Pozostałe 60 procent, czyli 210 zł, przypada odpowiednio dzierżawcy lub zarządcy obwodu albo PZŁ w przypadkach wskazanych przepisami.
I rzecz najważniejsza: przepisy mówią o zryczałtowanym zwrocie kosztów, a nie o „wynagrodzeniu za zabicie dzika”. To zasadnicza różnica.
Otrzymanie 140 zł nie oznacza automatycznie, że myśliwy zarobił 140 zł. Najpierw trzeba dojechać, często wielokrotnie, zużyć paliwo i amunicję, użyć własnego sprzętu i poświęcić czas. Jeden dzik zostanie pozyskany podczas pierwszego wyjazdu. Inny będzie wymagał kilku nocy w łowisku. Kwota otrzymana i zarobek to nie są synonimy.
A skoro myśliwy nie decyduje o rozpoczęciu odstrzału sanitarnego, jego skali ani czasie trwania, to gdzie znajduje się mechanizm pozwalający mu przedłużać ASF dla własnej korzyści? Jeżeli ktoś stawia tak poważny zarzut, powinien ten mechanizm wskazać i przedstawić dowody. Sama kwota 140 zł takim dowodem nie jest.
Na końcu tego systemu jest jeszcze budżet koła
Jest jeszcze jeden element, bez którego obraz byłby niepełny. Konkretnym obwodem gospodaruje koło łowieckie prowadzące własną gospodarkę finansową. Ma przychody i koszty. Płaci czynsz dzierżawny, finansuje gospodarkę łowiecką, ponosi koszty ograniczania szkód i wypłaca odszkodowania. Za stan finansów koła odpowiada jego Zarząd.
Co więc ma zrobić Zarząd, gdy rosną szkody, pojawiają się nieprzewidziane wydatki, a budżet zaczyna zmierzać w stronę poważnej straty? Musi szukać przychodów. Jednym z ich źródeł mogą być polowania dewizowe.
I tutaj rzecz fundamentalna: Polowanie dewizowe nie oznacza odstrzelenia dodatkowej zwierzyny ponad roczny plan łowiecki. Nie pojawia się dodatkowych dziesięć jeleni dlatego, że ktoś za nie zapłacił. Pozyskanie nadal odbywa się w granicach rocznego planu łowieckiego. Koło może natomiast przeznaczyć część zaplanowanego pozyskania na polowania komercyjne i uzyskanym przychodem finansować swoje obowiązki.
Tymczasem jednym z postulatów przeciwników obecnego modelu jest zakaz polowań dewizowych. Można taki zakaz postulować. Ale odebranie kołom jednego ze źródeł przychodów nie sprawi, że znikną czynsze, szkody, odszkodowania i koszty prowadzenia gospodarki.
Zniknie przychód. Obowiązki pozostaną. I wtedy pozostaje bardzo proste pytanie: kto zapłaci rachunki, które do tej pory płaciło koło łowieckie? Bo one nie znikną razem z polowaniami dewizowymi. Ktoś po prostu będzie musiał je przejąć.
Jeden klocek to jeszcze nie cała układanka
Nie mamy problemu z rozmową o pieniądzach w łowiectwie. Przychody ze sprzedaży tusz istnieją. Przychody z polowań dewizowych istnieją. Zwrot kosztów za odstrzał sanitarny również istnieje.
Ale istnieją też czynsze dzierżawne, odszkodowania, zapobieganie szkodom, koszty prowadzenia gospodarki łowieckiej i praca wykonywana przez ludzi. Nie znamy pełnego bilansu finansowego wszystkich kół łowieckich w Polsce i nie udajemy, że go przedstawiamy. Pokazujemy mechanizm.
Państwo zachowuje własność zwierzyny w stanie wolnym. Prawo określa zasady gospodarowania jej populacjami. Koła płacą za obwody, realizują plany, ponoszą koszty i odpowiedzialność. Legalnie pozyskana zwierzyna staje się własnością dzierżawcy lub zarządcy. Państwo może również nałożyć obowiązek wykonania odstrzału sanitarnego.
To jest model.
Można go krytykować. Można go zmienić. Można zaproponować, żeby część albo wszystkie obowiązki przejęło państwo. Tylko wtedy państwo będzie musiało przejąć również koszty, odpowiedzialność i pracę, a nie wyłącznie te elementy systemu, które przynoszą przychód.
Modelu nie zmienia się przez wykreślenie jednej pozycji z rachunku. A zarzut, że myśliwi mają finansowy interes w trwaniu ASF, wymaga czegoś więcej niż wskazania kwoty zwrotu kosztów. Wymaga dowodów, a nie narracji.
Darzbór!
