„Co wydarzyło się pomiędzy książką o tolerancji a nazywaniem całej grupy ludzi mordercami?
Czy w relacjach międzyludzkich istnieje jeszcze elementarne poczucie dobrego smaku, szacunku i kultury osobistej?
Przeglądając media społecznościowe – współczesne fora debaty publicznej – coraz częściej odnoszę wrażenie, że zapomnieliśmy, jak prowadzić spór. Coraz rzadziej próbujemy przekonywać argumentami. Coraz częściej sięgamy po etykiety, pogardę i wykluczenie.
Można nie zgadzać się z łowiectwem. Można być jego przeciwnikiem. Można domagać się zmian w prawie. To wszystko jest naturalnym elementem demokratycznej debaty.
Pytanie brzmi jednak: czy w debacie publicznej wolno obrażać całe grupy ludzi?
Pani profesor Magdalena Środa wielokrotnie nazywała myśliwych „mordercami”, przypisywała im powszechne pijaństwo, a sam fakt wykonywania legalnej działalności łowieckiej przedstawiała jako przejaw zaburzeń psychicznych.
Nie są to słowa anonimowego użytkownika internetu.
Są to słowa profesora uniwersyteckiego Uniwersytet Warszawski – osoby, która z racji wykonywanego zawodu powinna być wzorem kultury dyskusji, szacunku dla faktów i odpowiedzialności za wypowiadane słowa.
Profesor ma uczyć krytycznego myślenia, a nie uprzedzeń. Ma budować mosty, a nie pogłębiać podziały. Ma być światłem wskazującym drogę, a nie źródłem społecznej pogardy.
Tym bardziej zaskakujące są słowa opublikowane przez tę samą osobę 23 listopada 2010 roku podczas promocji książki „Mała książka o tolerancji”:
„Napisałam Małą książkę o tolerancji. Wyjaśniam pojęcie tolerancji i jego historię. Na konkretnych przykładach wskazuję jakie zagrożenia powodują wrogie stereotypy, uprzedzenia i wynikające z nich dyskryminacja i wykluczenie konkretnych osób i całych grup społecznych. (…) daję wskazówki jak postępować, aby w codziennym życiu nie ranić innych, by wzajemnie uczyć się tolerancji oraz życzliwych zachowań i postaw.”
Trudno przejść obojętnie obok takiego zestawienia.
Z jednej strony ostrzeżenie przed stereotypami, uprzedzeniami i wykluczaniem całych grup społecznych.
Z drugiej – publiczne obrażanie ponad 130 tysięcy polskich myśliwych wyłącznie dlatego, że wykonują działalność legalną i przewidzianą przez polskie prawo.
Która z tych wypowiedzi pokazuje prawdziwe oblicze autorki?
Co wydarzyło się pomiędzy apelem o tolerancję a językiem pogardy?
To pytania, na które każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.
Bo wolność słowa jest fundamentem demokracji.
Ale wolność słowa nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności za własne słowa.
A tolerancja zaczyna się wtedy, gdy potrafimy szanować także tych, z którymi się nie zgadzamy.
Polski Związek Łowiecki
Naczelna Rada Łowiecka
Dubois i Wspólnicy
