Oszustwo, hipokryzja i kłamstwo stały się dziś główną narracją przeciwników łowiectwa.

Obejmując stanowisko w Ministerstwo Klimatu i Środowiska , Główny Konserwator Przyrody Mikołaj Dorożała, człowiek bez wymaganych kwalifikacji, dostał od środowisk aktywistycznych jasny cel: doprowadzić do likwidacji łowiectwa w jego obecnej formie.

A jeśli nie uda się go zniszczyć całkowicie, to przynajmniej obudować je taką liczbą ograniczeń, zakazów i barier, by prowadzenie gospodarki łowieckiej oraz wykonywanie polowań stało się praktycznie niemożliwe.

Aby ten plan zrealizować, Dorożała najpierw zmienił skład PROP, zapraszając do niego głównie przeciwników łowiectwa, osoby z tytułami naukowymi i aktywistów. Już wtedy było jasne, że to gremium przestaje być ciałem merytorycznym, a zaczyna być polityczno-ideologiczną atrapą. Kolejnym krokiem było powołanie zespołu ds. reformy łowiectwa. Jak pokazał czas, po stronie ministerstwa znaleźli się tam przede wszystkim hejterzy, którzy nie znali nawet podstaw, w tym okresów polowań.

NGO-sy, które rekomendowały Dorożałę na to stanowisko, między innymi NŻ, postawiły sobie za cel likwidację polowań na ptaki. Tym samym tonem mówili członkowie PROP, tacy jak Kowalczyk, Zmihorski, Maślak, Ślusarczyk, a także uczestnicy zespołu reformatorów: znów Kowalczyk, Maślak, ale też Zbyryt, Karczewski, Wychowałek, Chara i inni. To nie był przypadek. To był świadomie budowany front antyłowiecki.

Minęły dwa lata i co z tego wynikło dla polskiej przyrody? Nic dobrego. Zacznijmy od ptaków. Skoro, jak wskazują badania naukowe, koty zabijają w Polsce około 140 milionów ptaków rocznie, to co w tej sprawie zrobił zespół Dorożały, wspierany przez naukowców, profesorów i ornitologów? Nic. Kompletnie nic.

Bo prawdziwym celem nigdy nie była ochrona przyrody. Celem było utrudnianie polowań, osłabianie łowiectwa i budowanie antyłowieckiej narracji, która otwiera drogę do grantów, projektów, wątpliwych badań i rozmaitych działań finansowanych z różnych źródeł, również z budżetu państwa. Na walce z myśliwymi wiele środowisk po prostu robi interes.

Tej narracji wtórują również media i ich pracownicy: Skibińska, Gozdyra, Kojzar, a także Kraśko, Wojda i kilku innych. Na antyłowiectwie kapitał polityczny zbijają też politycy. Jednocześnie minister Wziątek z Lewicy przekonuje, że stoi murem za myśliwymi. Naprawdę?

Dorożała wraz z całym zapleczem aktywistycznym walczy w praktyce wyłącznie z myśliwymi, a jednocześnie umożliwia dalszy przepływ pieniędzy do tych samych środowisk. Jak inaczej nazwać to, co dzieje się wokół Parku Ujścia Warty, gdzie szopy niszczą ponad 90% gniazd lęgowych różnych ptaków, w tym gatunków chronionych i rzadkich, a specjaliści z PROP i ministerstwa pozostają bierni? Reagują tylko wtedy, gdy trzeba przyznać granty na kolejne badania swoim ludziom w tym regionie.

Trzeba też zadać pytanie, dlaczego i w zamian za co władze PZŁ oddały pięć gatunków ptaków z listy łownych, w tym dwa bez jakiegokolwiek uzasadnienia.

Gdzie są delegaci Naczelna Rada Łowiecka ,gdy jak grzyby po deszczu powstają kolejne rezerwaty, uszczuplające hektar po hektarze obwody łowieckie i zamieniające je w wylęgarnie IGO? To dopiero początek bo na “ścieżce zdrowia” czyli legislacyjnej w kejce już stoi podań 90 poptawek do ustawy o ochronie przyrody. 🙊

Tymczasem część łowieckich influencerów rozpływa się nad tym, jakie to wspaniałe władze urzędują przy Nowym Świecie 35. Tyle że na dole koła łowieckie zostają z problemami same, bez pieniędzy, bez realnego wsparcia, bez skutecznej pomocy ze strony zarówno Zarządu Głównego, jak i NRŁ.

I właśnie dlatego trzeba dziś mówić wprost: jeśli ktoś opowiada, że jest tak dobrze, to dlaczego w rzeczywistości jest tak źle?

🌿 Darzbór 🌿

Uważasz że można coś zmienić? Masz pomysły i energię? Dołącz do nas bo to Wspólna Sprawa.