„Myśliwym być”

Od wielu lat regularnie toczą się dyskusje na temat moralnych aspektów wykonywania polowania. Mam w pamięci zarówno transmitowane w środkach masowego przekazu debaty publiczne z udziałem polityków i wysoko postawionych działaczy łowieckich, jak i codzienne rozmowy prowadzone przy rodzinnym stole.

Niewinnie rozpoczynające się pogawędki o przyrodzie i zasadności łowiectwa najczęściej nieuchronnie zmierzały w kierunku pytania, nierzadko mającego charakter zarzutu i w efekcie budującego niezdrowe napięcie: dlaczego zabijamy zwierzęta? Niemal odruchowy opór osoby wywołanej w ten sposób do odpowiedzi jest uzasadniony. Po pierwsze, samo pytanie często ma charakter oceniający – zawiera z góry założoną tezę i zadawane jest wyłącznie po to, by ją potwierdzić. Po drugie, co jest mniej dostrzegane, lecz niezwykle ważne dla zrozumienia trudności poruszanego tematu, jest to pytanie bardzo osobiste, dotykające istoty naszej natury. W myśl chrystusowej zasady, by nie rzucać pereł przed wieprze, nie ma nic dziwnego w tym, że nie każdy chce dzielić się swoimi intymnymi przemyśleniami z osobami, które je wyśmieją, zdepczą i zmieszają z błotem. A jednak są sytuacje, w których należy spróbować udzielić odpowiedzi.

Poniższy felieton piszę w nadziei, że kilka zawartych w nim myśli pomoże rozwiać własne wątpliwości, odnaleźć punkt równowagi, wyklarować to, co próbuje się zaciemnić, zbudować dojrzałe, wewnętrzne przekonanie o słuszności swojej postawy, a także dostarczyć pomocnych argumentów w trudnych dyskusjach, których każdy człowiek – myśliwy będzie musiał doświadczać, nierzadko w gronie najbliższych.

Podejmując dyskusję, musimy zdawać sobie sprawę, że to, o czym będziemy mówić, często nijak ma się do wcześniej ugruntowanych przekonań naszego rozmówcy. Dla osób, które nigdy nie miały kontaktu z łowiectwem, poruszane przez nas tematy mogą być abstrakcyjne, a samo ich wysłuchanie będzie wymagało odrobiny dobrej woli.

Kultura zbieracko-łowiecka i dziedzictwo gatunkowe

Zgodnie z aktualną wiedzą przyjmuje się, że różne gatunki rodzaju Homo bytowały na Ziemi od około 2,5 miliona lat. Ponad 300 tysięcy lat temu pojawił się ostatni gatunek – Homo sapiens. Praktycznie wszystkie gatunki Homo żyły w gospodarce zbieracko-łowieckiej. Rolnictwo pojawiło się bardzo późno, około 11,5 tysiąca lat temu, podczas rewolucji neolitycznej, i wyłącznie u Homo sapiens.

Większość żyjących dziś ludzi nie dostrzega znaczenia faktu, że – biorąc pod uwagę ciągłość ewolucyjną całego gatunku, przejawiającą się m.in. w dziedziczeniu cech przodków – przez około 99,5% czasu istnienia rodzaju ludzkiego oraz około 96% czasu istnienia człowieka rozumnego jego przetrwanie było w fundamentalnym stopniu uzależnione od predyspozycji, talentów i umiejętności łowieckich. W dużym uproszczeniu można zaryzykować stwierdzenie, że ci, którzy potrafili skuteczniej polować, mieli większe szanse na przetrwanie i przekazanie swoich genów.

Czy się to komuś podoba, czy nie – faktem jest, że łowiectwo stanowi stałą i ważną część ludzkiej natury. Przez niemal cały okres istnienia ludzkości swoista selekcja naturalna wzmacniała utrwalanie szeroko pojętych umiejętności i cech łowieckich. Nawet jeśli dziś cechy te u wielu ludzi pozostają uśpione – być może wskutek zupełnie odmiennego stylu życia oraz zmian kulturowych i społecznych – nadal uwidaczniają się u osób, u których są najsilniejsze.

Jako myśliwi zdajemy sobie sprawę, że pod tym względem różnimy się od pozostałych. Wiemy również, jakie cechy decydują o byciu skutecznym myśliwym. Jestem głęboko przekonany, że łowcą nie zostaje się poprzez zdobycie uprawnień – łowcą trzeba się urodzić. Dlatego, biorąc pod uwagę całe nasze gatunkowe dziedzictwo, nie widzę nic dziwnego w tym, że wciąż rodzą się ludzie, u których potrzeby i cechy łowieckie są silnie zaznaczone.

Ta myśl stanowi odpowiedź na wcześniej postawione pytanie – jest szczera i głęboko ludzka. Dlaczego poluję? Bo taki się urodziłem. Do tego jestem powołany. W tym najbardziej się odnajduję. Nie mogę z tego zrezygnować, ponieważ w ten sposób realizuję swój własny odcień człowieczeństwa.

Tym samym uważam – co chcę wyraźnie podkreślić – że prawo do polowania faktycznie jest przyrodzonym prawem człowieka, wynikającym z jego najgłębszej tożsamości oraz wprost z prawa do wolności i jako takie nie może być kwestionowane. Nie każdy musi być myśliwym, ale każdy wolny obywatel powinien mieć prawo nim zostać.

Jak w tym kontekście wygląda ograniczanie prawa rodzica do zabierania własnego dziecka na polowanie? Jak należy odbierać postulaty redukcji liczby myśliwych w Polsce do 1,5 tysiąca, publikowane na portalu wyborcza.pl (artykuł Rafała Zielińskiego z dnia 10.05.2026 r.)? Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że jest to zamach na podstawowe wolności obywatelskie, próba wypchnięcia nas – łowców – poza margines społeczny, a także dowód głębokiej ignorancji osób, które tak często deklarują potrzebę poszanowania odmienności innych ludzi.

Nie chodzi o zabijanie

Wbrew powszechnie panującej opinii oraz tezie często zawartej w pytaniu o osobiste powody polowania, moim zdaniem w łowiectwie wcale nie chodzi o zabijanie. Gdybym miał sam odpowiedzieć, dlaczego to robię i co mnie w tym pociąga, z pewnością nie wskazałbym zabijania. Chodzi raczej o osiągnięcie celu, jakim jest zdobycie – lub, jak sami to nazywamy – pozyskanie.

Myślę, że właśnie ta kwestia stanowi podstawową, a zarazem najtrudniejszą do pokonania barierę w zrozumieniu i zaakceptowaniu nas przez osoby niezwiązane z łowiectwem. Niezwykle istotne, choć zarazem bardzo trudne, jest uświadomienie innym, że to nie chęć zadawania bólu, cierpienia czy śmierci stanowi cel polowania. Nie na tym się skupiamy i nie po to pociągamy za spust. To nie to nas napędza i ekscytuje.

Naszym celem jest zdobycie, złapanie, pozyskanie – w domyśle surowca i pożywienia. Myślę, że to specyficzne przeżywanie sukcesu oraz związany z nim głęboko atawistyczny odruch emocjonalny wynikają wprost z historii gatunku, o której pisałem wcześniej. Biorąc pod uwagę, jak trudne i ryzykowne mogło być polowanie w przeszłości, logiczne wydaje się, że najlepszymi łowcami byli ci, u których wzbudzało ono intensywne pozytywne emocje. Musiało dostarczać im na tyle silnych doznań i satysfakcji, że chęć ich ponownego przeżywania stawała się dodatkowym czynnikiem pokonującym niechęć wynikającą z potencjalnych zagrożeń i niedogodności.

Nazywamy to pasją łowiecką i trzeba mieć świadomość, że nie wzięła się ona znikąd. Całkiem prawdopodobne wydaje się, że pasja łowiecka była jednym z głównych czynników decydujących o powodzeniu, a tym samym jedną z pożądanych i dziedziczonych cech przez ostatnie 99% pokoleń. Nadal pozostaje podstawową cechą łowcy i – według mnie – stanowi główny osobisty motywator polowania.

Nie oznacza to oczywiście, że myśliwi nie rozumieją znaczenia zabijania. Sądzę, że rozumieją je lepiej niż pozostali i podchodzą do tego zagadnienia dużo dojrzalej. Potwierdzeniem wrażliwości łowcy na fakt odbierania życia jest bogata kultura łowiecka, w której duży nacisk kładzie się na obrzędy podkreślające wagę i mistycyzm śmierci – ostatni kęs, pieczęć, pokot, sygnały łowieckie i wiele innych. Czy tak postępują sadyści i zwyrodnialcy? Nie. Tak postępują ludzie rozumni i wrażliwi.

Często zarzuca nam się, że stanowiący ważną część kultury łowieckiej język jest przejawem hipokryzji. Mówi się, że krew to nie „farba”, a „pozyskanie” to zwykłe mordowanie. Otóż oświadczam, że jest dokładnie odwrotnie. Ponownie – zrozumienie tego zagadnienia przez osoby niewtajemniczone wymaga dobrej woli, jednak ważne jest przede wszystkim to, abyśmy sami je rozumieli.

Język łowiecki dokładnie i precyzyjnie opisuje rzeczywistość polowania. Samo słowo „łowiectwo” odnosi się do łowów, czyli łowienia – zdobywania. Rzeczywiście zabijanie jest tutaj w pewnym sensie marginalizowane, ale ma to swoje uzasadnienie, ponieważ – jak pisałem wcześniej – nie ono jest celem. Celem jest właśnie to, na co wskazuje sama nazwa: łowienie.

Podobnie rzecz ma się ze słowem „pozyskanie”, które w żadnym razie nie stanowi zamiennika słowa „zabijanie”. Trochę niepasujące do dzisiejszych realiów może u osoby nieuświadomionej budzić złe skojarzenia, jednak znaczeniem tego słowa jest osiągnięcie celu jakim jest łowiecki sukces.  W samym słowie zawarty jest pewien trud i wyzwanie związane z niełatwym procesem polowania, a także satysfakcja i radość wynikająca ze zdobycia surowca i pożywienia w postaci tuszy upolowanej zwierzyny, co oczywiście nieuchronnie wiąże się z uśmierceniem zwierzęcia. To kwestia odpowiedniego rozłożenia akcentów, a nie unikania prawdy.

Język łowiecki jest pod tym względem spójny i precyzyjny. Stanowi dowód głębokiej świadomości i wrażliwości. Nie jest wytworem manipulacji, lecz obrazem pewnego obszaru ludzkiej egzystencji – żywym świadectwem tego, jak przeżywano łowiectwo w przeszłości. Nieprawdziwa jest teza, że jego celem jest cyniczne wybielanie rzeczywistości. Ci, którzy ją stawiają, często dowodzą jedynie swojej niewiedzy, ignorancji, a nierzadko również złej woli.

Bądźmy zatem świadomymi swojej tożsamości myśliwymi, dziedzicami ważnego etapu rozwoju ludzkości. Nie dajmy sobie wmówić, że w dzisiejszym świecie nie ma już dla nas miejsca i powinniśmy ustąpić. Brońmy swoich praw i prawdy, do czego każdy rycerz św. Huberta powinien czuć się powołany.

J W