Jednym z tych przywilejów ma być szacowanie szkód łowieckich 🤨. Słyszymy – “myśliwi sami szacują szkody i są sędziami we własnej sprawie.”. To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwników łowiectwa. Cały czas atakują sloganami: “sami decydują o kwocie odszkodowań!”, “sami szacują, jak sobie chcą!”, “odebrać im przywileje!”.
I znów ktoś nie odrobił lekcji, nie poznał faktów. Przypomina to słowa piosenki: „Siała Baba mak, nie wiedziała jak, a Dziad wiedział, nie powiedział, a było to tak!”.
Kilka lat temu ustawodawca postanowił sprawdzić w praktyce, czy administracja publiczna zrobi to lepiej. Wprowadzono rozwiązania, w których w proces ⚙️ szacowania szkód uczestniczyli przedstawiciele gmin. Miało być bardziej obiektywnie, profesjonalnie i sprawiedliwie. Brzmiało dobrze, a jak wyszło 🤔?
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła efekty. Wnioski były dalekie od oczekiwań:
🔴 Gminy często nie były przygotowane organizacyjnie ani technicznie do wykonywania tych zadań.
🔴 Brakowało ludzi, doświadczenia, sprzętu a w wielu przypadkach wiedzy potrzebnej do prawidłowego szacowania szkód.
W praktyce okazywało się, że osoby posiadające największą wiedzę o szkodach, uprawach i zwierzynie nadal znajdowały się po stronie kół łowieckich. Państwo już raz próbowało stworzyć alternatywę. I samo przekonało się, że nie jest to takie proste, jak brzmi w politycznych hasłach.
Skoro państwo już próbowało przejąć to zadanie i napotkało problemy, to może warto zadać pytania:
🟡 Czy szacowanie szkód to naprawdę „przywilej” myśliwych?
🟡 Czy może raczej obowiązek, który wymaga wiedzy, czasu, odpowiedzialności, kosztuje koła łowieckie miliony złotych rocznie i często stawia myśliwych w centrum sporów między różnymi stronami?
Zanim kolejny raz usłyszymy o „przywilejach”, warto przypomnieć sobie, że część z nich państwo próbowało już przejąć. I nie był to sukces 😂.
Fakty bywają mniej efektowne niż hasła, ale to właśnie fakty powinny być podstawą dyskusji.
