Na zdjęciach widać spalone urządzenie łowieckie. Ktoś celowo je podpalił. Nie wiemy, kto to zrobił i nie będziemy nikogo oskarżać bez dowodów.
Wiemy jednak jedno – takie czyny nie biorą się znikąd.
Przez lata w części debaty publicznej pojawiają się określenia takie jak „szkodnicy”, „mordercy” czy „wrogowie”. Taki język prowadzi do odczłowieczania całej grupy ludzi – myśliwych. A gdy przestajemy dostrzegać w drugim człowieku człowieka, zawsze rośnie ryzyko, że ktoś uzna przemoc za dopuszczalny sposób działania.
To nie była tylko spalona ambona.
To był pożar, który mógł przenieść się na las i okoliczne pola. To było zagrożenie dla zwierząt uciekających przed ogniem – tych samych, o których dobro tak głośno mówią inni. To było zagrożenie dla strażaków i wszystkich, którzy musieliby taki pożar gasić. To był również atak na miejsce, z którego korzystają ludzie.
Co gorsza, nie jest to jedyny taki przypadek. Zdarzały się również celowo uszkadzane ambony i podcinane drabiny. Jeśli ktoś świadomie podcina drabinę prowadzącą na ambonę, musi liczyć się z tym, że może doprowadzić do upadku z wysokości około 4,5 metra. Taki czyn stwarza realne ryzyko ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmierci. A to nie jest już zwykły akt wandalizmu.
Ten akt wandalizmu powinien budzić jednoznaczne oburzenie.
Tymczasem część osób biorących udział w dyskusji nie tylko go usprawiedliwia, ale wręcz go pochwala, aprobuje, a nawet udziela „dobrych rad”, jak skuteczniej niszczyć ambony.
I właśnie tutaj warto zadać sobie pytanie: jak rodzi się zło?
Nie rodzi się nagle.
Najpierw pojawiają się pogarda i odczłowieczanie. Potem przychodzi milczenie tych, którzy wiedzą, że przekraczana jest granica, ale nie reagują. Następnie pojawia się ciche przyzwolenie i akceptacja. To, co jeszcze wczoraj było nie do pomyślenia, zaczyna być uznawane za coś normalnego.
Historia wielokrotnie pokazała, że właśnie w taki sposób rodzą się najgroźniejsze zjawiska społeczne. Nie zaczynają się od przemocy. Zaczynają się od słów, które odbierają drugiemu człowiekowi godność. A gdy takie słowa spotykają się z obojętnością, zawsze istnieje ryzyko, że ktoś zrobi kolejny krok.
Strona główna » AKTUALNOŚCI » To nie jest post o spalonej ambonie. To jest post o granicy, której nie wolno przekraczać.
