Skip to main content
Wróć do wszystkich materiałów
Drukuj

Relacja z XIV Konferencji z cyklu „Łowieckie Spotkania”: Szop pracz – niechciany obcy

19 czerwca 2026 roku w Sali Kolumnowej Lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego odbyła się XIV ogólnopolska konferencja popularnonaukowa z cyklu „Łowieckie Spotkania”, zatytułowana „Szop pracz – niechciany obcy”. Wydarzenie zgromadziło wybitnych przedstawicieli świata nauki, parlamentarzystów, samorządowców oraz praktyków zajmujących się czynną ochroną przyrody.

Poniżej przedstawiamy szczegółowe podsumowanie argumentów, wniosków oraz kluczowych wypowiedzi poszczególnych prelegentów i uczestników panelu dyskusyjnego.

Część I Głosy prelegentów i zaproszonych gości

prof. dr hab. Dariusz Gwiazdowicz – Prowadzący konferencję, doradca sejmowy

  • Od czasu pierwszych debat o IGO w polskim prawie niewiele się zmieniło, a raport NIK jednoznacznie obnażył bezradność państwa. Skrytykował publiczne wypowiedzi wiceministra Mikołaja Dorożały, jakoby szopy nie występowały na otwartych łąkach otuliny Parku Narodowego, wskazując to jako brak elementarnej wiedzy biologicznej. W walce z IGO kluczowa jest zasada EDR (Early Detection and Rapid Response) – reakcja w ciągu 24–48 godzin, tymczasem obecne prawo i biurokracja RDOŚ (np. wprowadzanie 6-miesięcznych okresów ochronnych na szopa) całkowicie to uniemożliwiają.
  • „W przypadku walki z gatunkami inwazyjnymi jest jedna podstawowa zasada. […] Wczesne wykrycie i szybka reakcja. […] Dzisiejsze regulacje prawne na to nie pozwalają.” „Wprowadzanie okresu ochronnego dla szopa, który będzie wynosił prawie 6 miesięcy od 15 marca do 15 sierpnia […] Czyli de facto szop pracz ma okres ochronny.”

Jacek Banaszek – Łowczy Okręgowy w Zielonej Górze

  • Skrytykował tendencje do ciągłego badania problemu, pytając po co udowadniać coś, co nauka światowa już dawno rozstrzygnęła, nadając szopowi status IGO. Niemcy zbyt długo „przyglądali się” problemowi i dziś ponoszą klęskę, dlatego Polska musi działać radykalnie. Myśliwi z okręgu zielonogórskiego i gorzowskiego wyeliminowali w dwa lata ponad 10 tysięcy szopów. Organizowane przez okręg tygodniowe, powiatowe akcje intensywnej redukcji (styczeń–marzec) przynoszą spektakularne efekty (np. w samym powiecie żarskim wzrost z 190 do 381 sztuk w tydzień). Na jednym tylko obwodzie koła „Piast” Sulechów drugi rok z rzędu strzela się ponad 800 szopów. Wskazał na potężne straty gospodarcze – niszczenie plantacji kukurydzy, winnic, pasiek, a także pacyfikację gniazd orłów bielików. Przedstawił kalkulację kosztów: dożywotnie utrzymanie zaledwie 100 szopów w azylu (zgodnie z unijnymi wymogami kastracji i opieki) to koszt 512 tys. zł rocznie, co przy 20-letnim życiu generuje miliony, na które państwa nie stać. Zażądał zmian legislacyjnych: uproszczenia systemu zgłoszeń przez dedykowaną aplikację, zgody na uśmiercanie szopów odłowionych w żywołapki oraz przywrócenia możliwości stosowania broni krótkiej i bocznego zapłonu w pobliżu terenów zurbanizowanych.
  • „Co my chcemy dalej badać i co my chcemy sobie udowodnić, skoro ten gatunek ma status inwazyjnego gatunku obcego nadany przez naukowców międzynarodowych? […] Czego my jeszcze szukamy tak naprawdę?” „Utrzymywanie 100 szopów praczy, jeśli będą pytania […] 512 tysięcy […] Czy państwo nasze stać na takie rozwiązania poprzez azyle? One muszą być. Pytanie w jakiej formule?”

Sebastian Ciemnoczołowski – Marszałek Województwa Lubuskiego

  • Województwo lubuskie, charakteryzujące się 50-procentowym zalesieniem oraz cennymi obszarami chronionymi na pograniczu polsko-niemieckim, jest bezpośrednio narażone na destabilizację ekosystemów przez szopa pracza. Samorząd jako pierwszy w kraju uruchomił specjalny program zwalczania gatunków inwazyjnych z budżetem 200 tys. zł, wskazując na konieczność modyfikacji działań w oparciu o badania naukowe. Zwrócił uwagę na społeczny problem wyidealizowanego wizerunku tego drapieżnika wśród młodzieży.
  • „Jako pierwsze województwo w kraju przyjęliśmy program zwalczania gatunków inwazyjnych. I w budżecie zapisaliśmy 200 tys. zł na to przedsięwzięcie.” „No niestety obraz rozmija się z rzeczywistością i z tym, co rzeczywiście obecność inwazyjnego, niepolskiego, nieeuropejskiego gatunku czyni i wnosi w sposób negatywny tutaj województw w Polsce, w Europie…”

Stanisław Gawłowski – Przewodniczący Senackiej Komisji Klimatu i Środowiska

  • Inwazyjne gatunki obce (IGO), takie jak norka amerykańska i szop pracz, przestały być problemem wyłącznie teoretycznym – niszczą rodzimą faunę na masową skalę. Obowiązująca od pięciu lat ustawa o IGO jest nieskuteczna i wymaga pilnej nowelizacji, do której senacka komisja zobowiązała się we współpracy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz GDOŚ. Przyroda nie radzi sobie sama z brakiem naturalnych wrogów tych drapieżników, co wymusza stosowanie humanitarnej, ale radykalnej ochrony czynnej.
  • „W Polsce od pięciu lat obowiązuje ustawa o inwazyjnych gatunkach obcych. I ta ustawa ewidentnie wymaga nowelizacji.” „W tym przypadku ta ochrona czynna jest wymagana, jeżeli chcemy zostawić następnym pokoleniom nasze rodzime gatunki, a to jest nasze zadanie.”

Władysław Komarnicki – Senator RP, Wiceprzewodniczący Komisji

  • Podkreślił swoją rolę w sprowadzeniu Komisji Senackiej do województwa lubuskiego, by naocznie zdiagnozować problem w Parku Narodowym „Ujście Warty”. Wyraził głęboki szacunek do pracy leśników i myśliwych, uznając ich za kluczowych wykonawców realnej walki o dobrostan lasów i przyrody.
  • „Jako dziecko wychowałem się obok ludzi lasu i wiem, jaką oni robią znakomitą robotę.” „…zacytuję słowa pani minister, która, żegnając się z nami, wczoraj powiedziała, jestem wam wdzięczna za to, że wyjechaliście tutaj, do tego pięknego Parku Narodowego Ujście Warty.”

Tomasz Nesterowicz – Wicewojewoda Lubuski

  • Wskazał na głęboki kryzys edukacyjny w społeczeństwie, które czerpie wiedzę o przyrodzie z internetowych memów, przez co sympatia do szopa jest odwrotnie proporcjonalna do sympatii wobec myśliwych. Jedyne skuteczne narzędzie walki z IGO to odstrzał, jednak nagonka medialna i polityczna na środowisko łowieckie podcina skrzydła tym, którzy jako jedyni mogą ten proces kontrolować. Jeśli rzetelna wiedza nie wygra z „bambinizacją” zwierząt, walkę o polską przyrodę wygra szop.
  • „Gdybym miał powiedzieć, jaki gatunek jest bardziej zagrożony, szopy czy myśliwi, to bym postawił na myśliwych.” „Mówiąc o inwazyjnych gatunkach, trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że w zasadzie jest jedna metoda taka podstawowa, to jest odstrzał. Tak, to jest po prostu odstrzał.”

prof. dr hab. Aleksandra Matulewska i dr Urbaniak – Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

  • Humaniści przeanalizowali ewolucję wizerunku szopa w popkulturze (od filmów „Skok przez płot” po Strażników Galaktyki) oraz w mediach społecznościowych, gdzie wykorzystuje się tzw. „schemat dziecięcości” i efekt cuteness. Antropomorfizacja doprowadziła do błędu poznawczego, w którym dziki drapieżnik postrzegany jest jako „istota czująca i ofiara systemowej przemocy myśliwych” (narracje Ewy Zgrabczyńskiej). Wywołuje to potężny opór społeczny przed działaniami eliminacyjnymi, podczas gdy w USA gatunek ten jest traktowany jak pospolity miejski szkodnik.
  • „Z tym problemem antropomorfizacji, czyli przypisywania cech ludzkich gatunkom zwierzęcym mamy teraz duży problem. Jest to pewien błąd poznawczy.” „W narracjach Ewy Zgrabczyńskiej […] czytamy, że szop to istota czująca, inteligentniejsza od większości osób strzelających do niego. Jest to figura wręcz etyczna.”

prof. dr hab. Leszek Jerzak – Uniwersytet Zielonogórski

  • Szop pracz przemieszcza się na wschód w tempie ok. 100 km na 5 lat. Jako gatunek skrajnie plastyczny i drapieżny doprowadził do katastrofy ornitologicznej w Niemczech (likwidacja kolonii czapli, kormoranów, jeżyków w dziuplach). W Polsce w Parku Narodowym „Ujście Warty” odnotowano drastyczny spadek populacji ptaków siewkowatych, łyski i kaczek. Szopy pacyfikują gniazda ptaków drapieżnych (błotniaków, kani, myszołowów), a nawet rybołowów, których w Polsce zostało jedynie ok. 40 par. Wyjadają lęgi ze skrzynek, a w Stawach Przemkowskich całkowicie zniszczyły unikalną kolonię czapli siwej w trzcinowiskach.
  • „Ta populacja, no ona przeszła przez Odrę, przeszła przez Nysę i tutaj my jesteśmy na szczęście […] w fazie początkowej, gdzie musimy podjąć zdecydowane kroki…” „On wchodząc na przykład na taką wyspę, gdzie są młode mewy, on dostaje tak zwanego […] amoku zabijania, czyli on zabija wszystko, co się rusza ze względu na instynkt, który ma, a nie tyle, ile zje.”

dr hab. Marek Panek – Stacja Badawcza PZŁ w Czempiniu

  • Przedstawił wyniki badań nad zimową dietą szopa (analiza 276 żołądków). Choć wiosną i latem szop jest agresywnym drapieżnikiem, zimą jego dieta w 80% składa się z pokarmu roślinnego, z czego aż połowę stanowi ziarno kukurydzy. Gwałtowny wzrost upraw kukurydzy w Polsce drastycznie poprawił bazę paszową szopa w okresie zimowym, co bezpośrednio wpływa na jego wysoką przeżywalność, doskonałą kondycję i przyspieszenie inwazji. Ponadto badania dowiodły, że szopy penetrują podziemne korytarze rezerwatu „Nietoperek”, zabijając zimujące tam nietoperze.
  • „Zwiększenie się jesienno-zimowych zasobów pokarmowych na skutek wzrostu areału kukurydzy może sprzyjać zachowaniu dobrej kondycji, a dzięki temu wysokiej przeżywalności szopów praczy…” „Okazało się, że szopy penetrują podziemne korytarze w tutejszym rezerwacie nietoperek i stanowią istotny czynnik śmiertelności dla zimujących tam nietoperzy…”

prof. dr hab. Joanna N. Izdebska (wespół z prof. Rolbieckim i mgr Porębską) – Uniwersytet Gdański

  • Autorskie, skomplikowane metody parazytologiczne pozwoliły na zbadanie stawonogów pasożytniczych u szopów. Naukowcy z UG odkryli zupełnie nowy dla nauki gatunek roztocza skórnego – nużeńca Demodex procyonis, który występuje bezobjawowo u niemal 100% szopów i przywędrował wraz z nimi z Ameryki. Szopy stają się również masowymi żywicielami dla rodzimych kleszczy pospolitych (Ixodes ricinus) oraz kleszczy łąkowych (Dermacentor reticulatus), które za ich pośrednictwem masowo wkraczają do miast, potęgując ryzyko boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu u ludzi. Kolejnym zagrożeniem jest świerzbowiec (Sarcoptes scabiei), wywołujący u dzikich zwierząt śmiertelną chorobę.
  • „To badanie nawet niewielkiej próby szoków naszymi intensywnymi metodami doprowadziło do odkrycia nowego dla nauki gatunku Demodex procyonis…” „Sarkoptes scabiei […] dla dzikich zwierząt, dla których jest stosunkowo nowym pasożytem, jest bardzo chorobotwórczy. […] Często powoduje śmierć zwierząt…”

mgr Michalina Gniewosz (wespół z S. Andrzejczak-Grządko) – Uniwersytet Zielonogórski

  • Szop pracz pełni dwojaką, niezwykle niebezpieczną rolę w epidemiologii – jest zarówno rezerwuarem, jak i aktywnym wektorem groźnych chorób bakteryjnych oraz pasożytniczych o charakterze zoonotycznym (odzwierzęcym). Przenosi pierwotniaki Giardia i Cryptosporidium (wywołujące ostre biegunki), bakterie Salmonella, Yersinia oraz enterotoksyczne szczepy E. coli. Największym zagrożeniem jest jednak glista szopia (Baylisascaris procyonis). Larwy tego pasożyta w organizmie człowieka (zwłaszcza dzieci) migrują do mózgu, wywołując nieodwracalne i ciężkie uszkodzenia neurologiczne (Larva Migrans Neuralis). Do transmisji dochodzi bezpośrednio lub pośrednio, przez skażenie środowiska i wody odchodami szopa.
  • „Glista szopia […] bytuje w jelitach szopów […] larwy niestety nie są w stanie dokończyć cyklu życiowego, dlatego migrują do tkanek, przede wszystkim do mózgu. Co może prowadzić do ciężkich, często nieodwracalnych powikłań neurologicznych…” „Szop może pełnić podwójną rolę w epidemiologii chorób odzwierzęcych, po pierwsze jako rezerwuar, utrzymuje patogeny w populacji […] i po drugie jako wektor, który może aktywnie przenosić patogeny między środowiskiem, innymi zwierzętami i człowiekiem…”

dr Natalia Osten-Sacken – Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

  • Introdukcja szopa, zapoczątkowana ucieczkami z ferm futrzarskich i celowymi wypuszczeniami przez amerykańskich żołnierzy w czasie II wojny światowej, zrodziła potężne zagrożenie zdrowia publicznego. Podczas sekcji zwłok szopów ich jelita potrafią być dosłownie wypchane glistami niczym „długim makaronem”, a zwierzę z zewnątrz nie wykazuje żadnych objawów choroby. Jaja glisty szopiej wykazują ekstremalną odporność na mróz i upały. Ponieważ szopy chętnie zasiedlają poddasza domów, tworząc tam latryny, wyschnięte jaja mogą być unoszone przez wiatr i wdychane przez ludzi. Pasożyt ten wędruje również do ludzkiego oka, powodując nieodwracalną ślepotę.
  • „Jak te pasożyty są nawet w bardzo dużej ilości, czyli duża liczba jest tych pasożytów, to te szopy z zewnątrz nie wykazują żadnych oznak osłabienia ani choroby.” „Larwa głupieje, bo ona zamiast wylądować u szopa, ląduje u człowieka […] Ona na przykład potrafi zawędrować do oka i spowodować ślepotę.”

Michał Bielewicz – Dyrektor RDOŚ w Gorzowie Wielkopolskim

  • Przypomniał o ustawowym obowiązku zgłaszania IGO do wójtów i burmistrzów w celu zasilania centralnego rejestru, bez którego system jest upośledzony. Wskazał na powołanie w sierpniu 2025 roku unikalnego Zespołu Doradczego przy Wojewodzie Lubuskim (28 ekspertów). RDOŚ opracował metodykę wyznaczania „obszarów szczególnej wrażliwości przyrodniczej” na presję szopa i wizona (rezerwaty, Natura 2000, bunkry MRU z nietoperzami, strefy ochrony ptaków). Ma to być wstęp do regionalnej strategii zarządzania, choć przyznał, że akcja ta nie zwalnia z obowiązku eliminacji szopa na pozostałych terenach.
  • „Mamy pierwsze chyba w Polsce zarządzenie wojewody lubuskiego […] w sprawie ustanowienia zespołu doradczego wojewody lubuskiego do spraw ochrony gatunków rodzimych przed presją inwazyjnych gatunków obcych…” „Opracowaliśmy w Rdosiu w zespole eksperckim metodykę identyfikacji i wyznaczania takich obszarów szczególnej wrażliwości na presję drapieżniczą szopa i wizona w województwie lubuskim.”

Remigiusz Wojtera – były Dyrektor Parku Narodowego „Ujście Warty” (list)

  • Dane statystyczne z parku są jednoznaczne – szop opanował całą strukturę obszaru (ochrona czynna, krajobrazowa i ścisła). Badania wykazały, że obecność wilków w żaden sposób nie ogranicza populacji ani zachowania szopów. Skalę inwazji obrazuje liczba eliminowanych osobników na terenie parku: w 2022 roku było ich zaledwie ok. 20, podczas gdy w 2024 roku liczba ta wzrosła drastycznie, osiągając pułap ok. 210 sztuk.
  • „Nauka się nie myli, statystyki są jednoznaczne i wynika z nich wprost, że inwazyjny gatunek obcy, jakim jest szopracz, rozprzestrzenia się na coraz to nowe obszary.” „Wzrost populacji szopa pracza jest ewidentny i udowadnia to bezwzględna liczba eliminowanych na terenie parku osobników, z których w 2022 roku było odpowiednio około 20. A w 2024 roku około 210…”

dr Szymon Hatłas – Kierownik Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu

  • Punktowe interwencje w pojedynczych rezerwatach są bezcelowe, ponieważ po zakończeniu projektów obszary te błyskawicznie stają się ponownymi matecznikami IGO. PZŁ wypracowuje ogólnopolski program oparty na adaptacyjnym zarządzaniu krajobrazem i złożył wniosek do Komisji Europejskiej w ramach programu LIFE+ (uzyskując poparcie ministra Piotra Otawskiego). Walka z szopem, wizonem i jenotem musi mieć skalę masową, ogólnokrajową, a jedyną strukturą zdolną do takiego wysiłku w terenie są koła łowieckie zrzeszone w PZŁ.
  • „Zarządzanie IGO wymaga właśnie skali. […] Tylko ogólnopolskie organizacje są w stanie ten wysiłek podjąć.” „Ten mechanizm w formie działań zaradczych, on jest zupełnie nieskuteczny. […] My wiemy co mamy zrobić z szopem. Musi być po prostu kompetencja. Kompleksowe zarządzanie tym gatunkiem.”

Część II Kluczowe głosy w dyskusji panelowej

Andrzej Brachmański – działacz społeczny

  • Dosadnie skrytykował dotychczasowe działania rządu i RDOŚ, powołując się na francuską piosenkę o czczych słowach – „parole, parole, parole”. Zarzucił urzędnikom, że zamiast działać, mnożą martwe zespoły doradcze, podczas gdy jeden niezależny badacz („Łowca IGO”) rozstawił 200 fotopułapek i zdobył lepsze dane niż cała administracja państwowa. Jedyną skuteczną metodą eliminacji IGO jest „11,7 g ołowiu”. Ostro skrytykował decyzje ministerstwa rozszerzające otuliny parków narodowych oraz radosną twórczość RDOŚ we Wrocławiu wprowadzającą okresy ochronne dla szopa. Zażądał kontroli Senatu nad grantami środowiskowymi, które jego zdaniem zasilają organizacje zajmujące się „przytulaniem szopa” zamiast ochroną przyrody.
  • „Siedzimy, mówimy to samo, co mówiliśmy dwa lata temu albo trzy i pięć. I nic z tego nie wynika. […] Mamy problem, nie wiemy jak go rozwiązać, to powołajmy zespół.” „Strategia jest jedna, opisana w dokumencie CIC. Eliminacja. Nie ma innej strategii. I pytanie jest tylko takie, jak tę eliminację mamy przeprowadzić? Pytanie jest, czy jest inny sposób eliminacji niż 11,7 g ołowiu?”

Wojciech Sołtys – Burmistrz Sulechowa

  • Na terenie samej tylko gminy Sulechów myśliwi z 7 kół w rok zaobserwowali 1300 szopów, a wyeliminowali 1030, co obrazuje astronomiczną skalę inwazji. Ostrzegł, że system przerzucania kosztów utylizacji i walki z IGO na zwykłych mieszkańców sprawia, że ludzie bezradnie „rozłączają się”, bo nie udźwigną tego finansowo. Problem musi zostać rozwiązany systemowo na poziomie państwowym. Dzikie zwierzęta niszczą już wiejską infrastrukturę (świetlice, sale), a lada moment wywołają katastrofę epidemiologiczną. Zażądał twardej kampanii medialnej pokazującej szopa jako roznosiciela śmiertelnych chorób.
  • „Na moim obszarze gminy Sulechów działa siedem kół łowieckich. One w tym czasie zaobserwowały ponad 1300 osobników szopa pracza, tysiąc wyeliminowały, 1030. […] To pokazuje raczej, z jaką skalą dziś mamy do czynienia.” „Kiedy mieszkaniec słyszy, że ma ten problem rozwiązać na własny koszt i we własnym zakresie, to najzwyczajniej się rozłącza. […] Jeśli nie będzie to zadanie do rozwiązania na poziomie państwowym, ale również samorządowym […] to tak naprawdę nigdy sobie z tym […] nie poradzimy.”

Lars Lachmann – Ministerstwo Środowiska Landu Brandenburgia (Niemcy)

  • W Brandenburgii szop pracz opanował cały land, łącznie z Berlinem – Niemcy bezpowrotnie przegrali walkę o jego eliminację. Obecnie wysiłki skupiają się wyłącznie na lokalnej infrastrukturze obronnej (płoty elektryczne wokół stanowisk żółwia błotnego, plastikowe maty na pniach drzew chroniące gniazda orlika krzykliwego). Mimo całorocznego odstrzału i pozyskania 44 tysięcy szopów w 2025 roku, populacja nie maleje, bo w miejsce zabitych osobników natychmiast migrują nowe. Przedstawił projekt pilotażowy sterylizacji chemicznej za pomocą inteligentnych pułapek z AI, które po rozpoznaniu nieznanego osobnika aplikowałyby permanentny zastrzyk sterylizujący, co pozwoliłoby bezpłodnym szopom trzymać rewir i blokować napływ płodnych par.
  • „W Brandenburgii nie mamy szans, żeby tego szopa pracza się pozbyć. Nasze działania są przede wszystkim działania ochronne przed skutkami rozprzestrzeniania się tego gatunku.” „W ostatnim roku, w dwudziestym piątym, były prawie cztery razy, czterdzieści cztery tysiące odstrzałów. Ale nie ma to efektu. Nie ma efektu, który może być zaznaczony tylko na poziomie lokalnym.”

prof. dr hab. Paweł Nasiadka – SGGW w Warszawie

  • Zwrócił uwagę, że sterylizacja terytorialna zadziała tylko u samców, podczas gdy samice szopa nie są terytorialne, więc ciężarna samica i tak wejdzie w zablokowany rewir. Skrytykował „wymachiwanie sztandarami” i chwalenie się liczbami przez myśliwych. Wyliczył, że 7300 ustrzelonych szopów to zaledwie 5% rocznego przyrostu populacji, co oznacza, że bez systemowej strategii opartej na nauce myśliwi „nie robią nic”, a jedynie karmią własne ego. Zaproponował zbadanie, czy patogeny szopa przełamują bariery gatunkowe i przechodzą na rodzime psowate i łasicowate (lisy, borsuki), co stanowiłoby mocny argument wizerunkowy w dyskusji publicznej.
  • „My bez nauki, bez wiedzy na temat szopa, to możemy sobie dyskutować, jak to słyszę, podwijać rękawy, wymachiwać sztandarami, strzelać te szopy, no i co z tego? […] Troszkę jesteśmy jak Polak głupi przed szkodą, jak i po schodzie.” „Jeżeli tych 7 tys. szopów […] to jest zaledwie 5% przyrostu […] populacji, to wy coś robicie, czy nie robicie? Bo moim zdaniem nic nie robicie.”

Piotr Brzozowski – Członek Zarządu Okręgowego PZŁ w Zielonej Górze

  • Zarzucił administracji rządowej kompletną ignorancję istniejących, nowoczesnych narzędzi. RDOŚ narzeka na brak danych i każe wypełniać papierowe formularze, podczas gdy myśliwi posiadają system EKEP (elektroniczną ewidencję polowań), w którym codziennie, z dokładną lokalizacją, rejestrowany jest każdy strzelony szop. Minister Dorożała mógłby te dane pobrać jednym kliknięciem, gdyby tylko chciał współpracować z PZŁ. Skrytykował tworzenie zamkniętych rezerwatów (jak Las Nadodrzański w Zielonej Górze), gdzie pod hasłem „ochrony” wypędza się myśliwych, odrzuca ich merytoryczne uwagi, zakazuje gospodarki łowieckiej i tym samym tworzy bezkarne eldorado dla niszczycielskiej działalności szopa.
  • „Mamy codziennie aktualizowany system EKEP […] Jaki jest problem w tym, żeby pan minister Dorożała wykonał krótki ruch do pana Łowczego Krajowego […] następnego dnia wszyscy mają informację, gdzie te szopy były, w którym miejscu, w jakich ilościach.” „Mamy kolejny rezerwat, gdzie tworzymy strefę zamkniętą, eliminujemy myśliwych, nie prowadzimy żadnych działań. […] Pokazujemy sukcesy w postaci tworzenia rezerwatów, w których zaprzestajemy prowadzić elementarnych działań związanych z ochroną gniazd, siedlisk…”

Agnieszka Paszkiewicz-Raubo – Kierownik zespołu ds. łowiectwa w Departamencie Leśnictwa i Łowiectwa MKiŚ

  • Zapewniła, że resort intensywnie interesuje się tematem szopa. Wypracowywane są wstępne założenia projektu komunikacyjno-medialnego mającego uświadomić społeczeństwo o zagrożeniach ze strony IGO. MKiŚ we współpracy z IBL przygotowuje wniosek do NFOŚiGW na projekt badawczy dotyczący zagęszczenia, diety i pasożytów szopa, a także wypracowania modelu zgłoszeń i motywowania myśliwych. Przypomniała o działającym Zespole ds. Zmian Systemowych w Łowiectwie, który do 30 czerwca przedstawi ministrowi rekomendacje legislacyjne, choć ostateczny głos należy do szefa resortu. Przyznała, że w obecnym zespole nie ma oficjalnych przedstawicieli rekomendowanych przez PZŁ, ponieważ „poprzednia formuła się nie sprawdziła przez niemożność osiągnięcia konsensusu”.
  • „Wypracowane są wstępne założenia projektu komunikacyjno-medialnego skierowanego do szerokiego grona odbiorców ze względem mediów społecznościowych. Jeśli chodzi o właśnie informacje o wpływie szopa na gatunki i negatywne oddziaływanie na faunę naszego kraju.” „Projekt na razie jest w fazie jeszcze opiniowania takiego wewnętrznego […] Tam kwestia analizy zagęszczenia, struktury populacji szopa pracza, badanie diety presji drapieżniczej tego gatunku, również w kontekście referatów…”

Franciszek Jamniuk – Członek Naczelnej Rady Łowieckiej, Prezes Fundacji Ekonatura

  • Ostatecznie obalił medialny mit forsowany przez wiceministra Dorożałę o braku szopów na otwartych przestrzeniach Parku Narodowego. Przytoczył ubiegłoroczny fakt: zaproszone przez niego diany (kobiety myśliwi) weszły legalnie w porozumieniu z dyrektorem do centrum parku i w zaledwie jedną godzinę upolowały 11 szopów w samym sercu rzekomo wolnego od nich obszaru. Podkreślił, że to myśliwi, bez kamer i medialnego rozgłosu, wykonują codzienną, ciężką i jedyną realną pracę na rzecz ratowania polskiej przyrody w terenie, podczas gdy administracja państwowa karmi społeczeństwo złudzeniami.
  • „Minister Dorożała… stwierdził, że nie ma szopa pracza w Parku Narodowym. […] W ciągu godziny te diany upolowało 11 szopów w centrum Parku Narodowego. Także ten mit jest obalony totalnie.” „Szop pracz nie jest jedynie sympatycznym bohaterem filmów czy mediów społecznościowych. To gatunek obcy i inwazyjny, który stanowi realne zagrożenie dla rodzimych gatunków zwierząt, ptaków i całych ekosystemów.”

Podsumowanie Konferencji. Aktywność vs urzędnicza opieszałość

XIV Konferencja „Szop pracz – niechciany obcy” jaskrawo obnażyła głęboki dualizm i konflikt na linii: praktycy zwalczania inwazji a administracja państwowa.

1. Aktywna i bezkompromisowa rola myśliwych i naukowców

Z jednej strony dysponujemy potężnym, bezinteresownym zaangażowaniem polskich myśliwych i niezależnych instytutów naukowych. Naukowcy z uniwersytetów w Gdańsku, Toruniu, Poznaniu i Zielonej Górze prowadzą tytaniczną pracę badawczą – rozcinają żołądki, analizują dietę, badają śmiertelne zoonozy i odkrywają nowe dla nauki gatunki pasożytów, alarmując o biologicznym i epidemiologicznym zagrożeniu dla ludzi i zwierząt.

Równolegle myśliwi, działając w terenie na własny koszt, ryzykując zdrowie przy kontakcie z zakażonym materiałem, wykazują się niezwykłą skutecznością, eliminując ponad 10 tysięcy szopów w ciągu dwóch lat w samym tylko okręgu zielonogórskim. Organizują oddolne, powiatowe maratony redukcji, wprost ratując lęgi rzadkich ptaków (czapli, rybołowów, kani) przed całkowitą zagładą. To oni posiadają bezcenną, aktualizowaną codziennie bazę danych w systemie EKEP.

2. Opieszałość i „papierowa” walka urzędników

Z drugiej strony barykady stoi ściana urzędniczej opieszałości, biurokracji i chęci tworzenia kolejnych, niekończących się strategii, zespołów doradczych oraz planów badawczych. Przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) oraz reprezentantka Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) zaprezentowali podejście czysto gabinetowe. Zamiast natychmiastowego uproszczenia procedur, odblokowania możliwości uśmiercania odłowionych szopów, wdrożenia aplikacji mobilnych czy dopuszczenia taniej broni bocznego zapłonu – system oferuje karkołomne formularze i biurokratyczny paraliż.

Co gorsza, zamiast realnej walki, urzędnicy tworzą kolejne podzespoły ds. strategii, planują wnioski o granty na wieloletnie badania struktur populacji (które nauka już dawno zbadała), wprowadzają kuriozalne 6-miesięczne okresy ochronne dla inwazyjnego drapieżnika lub zamykają przed myśliwymi rezerwaty (jak Las Nadodrzański), bezczelnie odrzucając merytoryczne uwagi praktyków i tworząc z obszarów chronionych bezpieczne bazy wypadowe dla szopa. Zachowanie decydentów, na czele z wiceministrem Dorożałą ignorującym obecność szopów w Parku Narodowym, zostało jednoznacznie ocenione przez uczestników jako szkodnictwo i uciekanie w bezpieczną sferę pustych obietnic (parole, parole, parole), podczas gdy polska przyroda ginie na naszych oczach.

👉 Oglądnij pełne nagranie z transmisji na żywo na kanale Wademekum Myśliwego:

Spis treści